Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Intencje mszalne
dla Misjonarzy
   Modlitwy w intencji Misji
   Prezentacje misyjne
   Wyślij kartkę
   Tapety
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Program edukacyjny
   Dzieci z Maroko
   Stowarzyszenie
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Papieskie intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Drodzy współbracia i przyjaciele misji

  Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie. Pokój i Dobro.  

Jak Wam wiadomo, w tym roku zostaliśmy dotknięci wielką katastrofą powodzi w naszej stacji misyjnej i w całym regionie, coś czego nikt się nie spodziewał i nikt nawet z najstarszych w regionie nie był w stanie wyobrazić sobie czegoś tak tragicznego. Może teraz nakreślę trochę chronologicznie przebieg tych tak tragicznych wydarzeń destrukcyjnych.

W połowie stycznia dotarły do nas wiadomości o wielkich opadach w górach w Cochabambie i w Sucre i o wylewie rzeki już w naszym regionie w niektórych wioskach, ale oczywiście są to wydarzenia, które powtarzają się corocznie w tym okresie pory deszczowej i nikt nie brał tych wydarzeń zbyt poważnie.

Z 24-go na 25-ty stycznia woda zaczęła wchodzić do naszego jeziora i tu też nikt się niczym nie przejmował, bo rzecz normalna jak zawsze. Nawet ludzie cieszyli się, że nasze wyschnięte przed laty jezioro znowu napełni się i będzie gdzie ryby łowić, kąpać się i pojeździć naszą łódką.

W środę 25-go rano już widać było, jak zarośla w wyschniętym jeziorze zostały pokryte wodą, nawet zacząłem robić zdjęcia, jak podnosi się woda. Następne dni przebiegały normalnie, ludzie przychodzili popatrzeć, jak jezioro się napełnia. Ale tego, co nas czekało za kilka dni, nikt sobie nie wyobrażał.

Z soboty 28-go stycznia na niedzielę 29-go stycznia przyszła tak wielka woda, że około 2-giej nad ranem wszyscy ludzie ze wsi musieli uciekać tak jak byli, aby ratować swoje życie, zostawiając wszystko w swoich skromnych domach. W niedzielę rano już nie zabrzmiały nasze dzwony nawołujące wiernych na niedzielną Eucharystię, niestety nie było już nikogo we wsi tylko nasze dwie siostry, O. Estanislao-Feliks i ja. Nasza misja częściowo została zalana, nowe zabudowania nie zostały zalane i brakowało kilku centymetrów, aby i tam woda weszła. Woda weszła do naszego kościoła i do biur parafialnych, ale na szczęście nie zostały zniszczone archiwa parafii. Przed południem po wodzie i błocie doszliśmy do domu sióstr, gdzie jeszcze woda nie dotarła i tam w ich kaplicy odprawiliśmy Mszę świętą niedzielna. Po Mszy św. traktorem przyjechał prefekt z Santa Cruz. Po południu woda jeszcze się podniosła. Ekipa ratownicza SAR przypłynęła łodzią, aby nas ewakuować jako ostatnich z wioski, zabraliśmy trochę naszych rzeczy i łodzią popłynęliśmy drogą, którą zawsze jeździliśmy naszymi samochodami. Dotarliśmy do parafii San Ramon do O. Andrzeja Włodarczyka, który przyjął nas prawdziwie po bratersku, za co mu wielkie Bóg zapłać. W następnych dniach wróciliśmy do naszych parafian, którzy zostali bez dachu nad głową i bez niczego, ale rząd zareagował i posłali namioty z Obrony Cywilnej dla całych rodzin i podstawową żywność. Ja wróciłem do naszej stacji misyjnej trochę na pieszo po wodzie i trochę na przyczepie traktora, woda sięgała do pasa i ciężko było iść pod prąd, ale jakoś dotarłem i tak kilka dni pozostałem na naszej misji. Wracałem traktorem do pola namiotowego do naszych ludzi i potem już samochodem jechałem do San Ramon na niedzielną Mszę św. i aby trochę się odświeżyć i zmienić trochę ubrania. Jako że do mojego pokoju w El Fortin woda nie doszła, mogłem tam pozostać na noc, ale zawsze rano budząc się najpierw wyciągnąłem nogę, aby sprawdzić, czy woda jeszcze nie doszła do mnie. Woda zaczęła powoli opadać i po kilku dniach znowu przybrała, nie wiadomo było, co robić.

Ale nie traciliśmy nadziei, po kilku dniach oczekiwania widać było, że woda opada, to wielka nadzieja, ale co pozostaje po powodziach, wszystko zamulone, wszystkie drzewa owocowe umierają, wszelka roślinność umiera, co pozostanie - nie wiem, chyba pustynia. Wioska opuszczona, domy powalone, pola uprawne zalane i zamulone nanosem powodzi; do czego więc ludzie będą wracać? Po miesiącu sytuacja jest naprawdę krytyczna, woda cały czas płynie przez naszą wioskę El Fortin, a większość domów już po prostu nie istnieje.

Ludzie są już zmęczeni mieszkaniem w gorących namiotach i codziennym jedzeniem ryżu i makaronu. Musimy jednak poczekać, co będzie się działo z rzeką i gdzie sobie popłynie w nowym korycie. Mamy jednak nadzieję, że wróci do swojego starego koryta. Czekamy, aż wody opadną i trochę się osuszy, aby wiedzieć, co robić i czy warto jeszcze coś robić w tym regionie.

Drodzy przyjaciele, dzięki Wam za pamięć o nas i naszych kochanych parafianach, którzy teraz cierpią. Ja wracam na naszą "wyspę" de El Fortin.

Mamy nadzieję, że już nie przyjdą wielkie deszcze i nie powiększy się nasza tragedia. Jak przyjadę do miasta, to napiszę znowu coś więcej, a tym razem pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i dzięki Wam za wszystkie ofiary na rzecz powodzian.

Pozdrawiam
Br. Felix Skrzypacz - El Fortin.





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Referatu misyjnego OO. Franciszkanów Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: piątek, maja 2012
© 2006-2012 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net