|
Wydaje mi się, że już żyję wiecznością, bo czas jakby nie istniał i ciągle gdzieś go jest tak mało, aby Kochać i Kochać bez granic...
Dzielę z Wami moje więzienne przeżycia z Maroka.
Wracam z wiezienia, zastałem tam jeszcze Darka* i jego kolegę Artura zatrzymanych za narkotyki). Tym razem towarzyszyła mi Pani Konsul, dokonując jakby ukoronowania dzieła. Za tydzień Darek opuści więzienie w Maroku, ma już bilet lotniczy i w towarzystwie dwóch policjantów polskich uda się przez Paryż do Warszawy. Nie muszę opisywać radości Darka. Przed chwilą otrzymałem od niego sms-a pisanego dużymi literami, treści: "DZIEKUJE BARDZO OJCU ZA POMOC. JESTEM BARDZO WDZIECZNY I NIGDY NIE ZAPOMNE TEGO CO OJCIEC ZROBIL DLA MNIE, MOJEJ RODZINY I KOCHANEJ MONIKI. DZIEKUJE - DAREK"
Krótka historia całości: Rafał wraz ze swoją narzeczoną Moniką zaplanował sobie wakacje w Agadirze nad Oceanem Atlantyckim. Doleciał na miejsce bardzo zadowolony i następnego dnia trafił do wiezienia. Międzynarodowy list gończy dał możliwość służbom policyjnym Maroka wykazać się skutecznością wykrywania osób poszukiwanych.
Po kilku dniach Darek trafił do wiezienia w Sale, obok stolicy Rabatu. To było najtrudniejsze rozstanie się z Moniką, narzeczona, którą zna od 11 lat. Zaczęła się ODYSEJA oczekiwania bez końca w wiezieniu marokańskim (na ekstradycję). Warunki trudne do opisania, gdzie króluje korupcja i wszystkim rządzi pieniądz. Będąc dodatkowo obcokrajowcem, innego wyznania niż muzułmańskie - często odczuwa się chęć skończenia z sobą, ucieczki donikąd, beznadziei... Tylko jakaś Siła z Wysoka może zmienić i pokierować osobą, dodać nadziei i wiary w siebie...
Od listopada zaproponowano, poproszono mnie, abym bym kapelanem polskich więźniów w Maroku. Bez zastanowienia przyjąłem zaproszenie, nie wiedząc, jak będzie ono trudne. Po pierwsze, nie łatwo mi zostawić szkołę muzułmańską, gdzie jestem odpowiedzialnym za jej pracę dzieloną wspólnie z moimi współbraćmi i z nauczycielami muzułmańskimi. Odległość z Meknesu do Rabatu (150 km) nie jest aż tak wielka, ale trzeba sobie zorganizować jeden dzień na wyjazd i powrót pociągiem.
Trudność sytuacji, niełatwe dogadywanie się z administracją marokańską, poszukiwanie nadziei (często w sytuacjach bez wyjścia, niezrozumiałymi dla normalnego człowieka, braku odpowiedzi na prośby, korupcja więzienna, brak poszanowania Praw Człowieka...) uświadomiły mi, że potrzebuję wielkiej pomocy Nieba i ludzi. Nie zwlekałem, uruchomiłem morze ludzkich serc, które się modliły za Darka, za jego Mamę, która przeżywała prawdziwą tragedię swego syna i za narzeczoną Monikę. Co trzeci dzień dzwoniłem do Mamy Darka i do narzeczonej Moniki. Często to był jeden wielki płacz, dochodzący do mnie za Oceanu. Słuchałem i prosiłem Boga o moc i pomoc...
To trwało tak długo. Jeden z moich listów dotarł do mego wielkiego przyjaciela Tomka, który jest adwokatem. Jego decyzja była natychmiastowa. Jadę, lecę do Maroka, aby ratować Darka. Noc Sylwestrowa - powitanie Nowego Roku, na 5 minut przed 24.00 w Fezie na lotnisku, gdzie odbierałem Tomka. TO BYŁO NIESAMOWITE. BARDZO INTENSYWNE 5 DNI ŻYCIA. SZUKALIŚMY POMOCY OD NIEBA I OD LUDZI. Jedna z adwokatek marokańskich, p. Fouzia zgodziła się nam towarzyszyć w drodze do Ministerstw w Rabacie. Jej odwaga i nasze wielkie pragnienia zaowocowały otwarciem więzienia dla Tomka, który mógł się spotkać z Darkiem. Rozmowa w cztery oczy i wielkie nadzieje... "Pomóżcie mi... proszę bardzo..."
Po 3 dniach odjazdu Tomka do Polski przyszła odpowiedz z Ministerstwa Sprawiedliwości, że Darek doczekał się ekstradycji. Teraz już tygodnie dzieliły go od wyjazdu do Polski, aby uregulować to, co zaprowadziło go do więzienia w Maroku.
Dzisiaj widziałem niebo w oczach Darka. Nadzieja zwyciężyła. Pomoc nieba i ludzi uratowała ludzkie życie i jego sens. Dzisiaj Darek pragnie tak bardzo żyć, wrócić do rodziny i zacząć od nowa.
"Spieszmy się Kochać ludzi, oni są tuż obok nas..."
o. Symeon
* - imiona bohaterów opisanych w tym liście zostały zmienione.
|