|
Szczęść Boże
W dialogu życia i wiary z muzułmanami z Maroka,
Meknes 9 styczen 2006
Nasi bracia muzułmanie szukają nas nieustannie. To tak
jak z Jezusem. Nie mógł gdzieś tam sobie odpocząć,
ciągle gonili za nim...
Cierpię na brak arabskiego. To już konieczność.
Francuski to małe piwo i już nie ma żadnego problemu.
Ale arabski to wielki orzech do zgryzienia. I przy
braku czasu na jakąś naukę nic się nie zrobi...
Tak jest już 4 lata. Nie mam wątpliwości, że to
misja jaką Bóg mi powierzył.... Stąd proszę szefów,
nawet biskupa, aby dali mi czas, bo inaczej będzie
trudno....
Z tym arabksim to takie szopki, że jednym arabskim
(dariza-dialekt) gadają a drugim innym klasycznym
(fosha) wydają książki, gazety i mówia w radiu i w
telewizji...
Zawsze zapraszam do Maroka, to piękno jakie trzeba
zobaczyć...
I jeszcze tak krótko powiem, jestem tutaj aby KOCHAĆ,
niczego innego nie szukam, aby SŁUŻYĆ BEZINTERESOWNIE,
aby CZYNIĆ NIEBO NA ZIEMI....
Muzułmanie w swojej wierze w Jednego Boga są
normalnymi ludźmi pełnymi zalet i wad jak każdy z nas,
niesamowicie gościnni, pełni dobroci i otwarcia na
drugiego człowieka. Mówie o tych muzułmanach wśród
których pracuję i do których wychodzę każdego dnia...
Nasza codzienność jest bardzo prosta: modlitwa,
praca na rzecz ubogich, dzieci, alfabetyzacja, pomoc
chorym, bycie z drugim. Codzienna Eucharystia jest
pełna intencji od muzułmanów. Modlimy się w naszej
kaplicy. W mojej wspólnocie jest nas 4 współbraci: 2
Francuzów, Włoch i ja. Wszystkich franciszkanów na
całe Maroko jest 25.
Napewno pamiętasz historię spotkania świętego
Franciszka ze sułtanem muzułmanskim w czasie wojen
krzyżowych w 1219 w Damiecie w Egipcie.
Tam się zaczęła nasza przygoda ewangeliczna z
muzułmanamia może jeszcze wcześniej z męczennikami w
Marakeszu.
ŚW. Franciszek ukochał każdego człowieka, nawet
wilka potrafił udobruchać....
z prośbą o modlitwę
Symeon
|