|
Dowa 27.01.2004-02
Moi Drodzy!
Kończy się już pierwszy miesiąc roku 2004. Miałem nadzieje, ze początek tego roku będzie trochę spokojniejszy, ale tak nie jest. Ciągle jest cos do zrobienia. Dobrze, ze mam urlop w tym roku. Pojadę do domu prawdopodobnie w drugiej połowie sierpnia. Samolot British Airways leci tylko raz w tygodniu, a zatem będzie to prawdopodobnie 22-go sierpnia.
Trochę o tym co się działo u nas przez święta. Przede wszystkim pogoda była wspaniała. W Wigilie Bożego Narodzenia miało miejsce wielkie wydarzenie w naszej parafii: odprawiliśmy Pasterkę w nowym kościele parafialnym. Nie jest on jeszcze zupełnie gotowy, bo brakuje ławek i innego sprzętu, ale jest ołtarz. Na Pasterce było bardzo dużo ludzi, w większości była to młodzież i dzieci, nasi sąsiedzi, którzy przyszli się pogapić. Może jednak w przyszłości przyjdą do naszego kościoła, żeby się w nim modlić.
W samo Boże Narodzenie każdy z nas, Augustinus i ja, odprawił dwie Msze św. Augistinus był w dwóch stacjach, a ja odprawiłem pierwsza Msze tutaj, w Dowa, a druga w stacji Imfayatonse, gdzie byliśmy tez w ubiegłym roku. Na wszystkich Mszach było bardzo dużo ludzi. Na pewno przyczyniła się do tego piękna, słoneczna pogoda. Nasz nowy kościół tez był pełny, ale tym razem wypełnili go parafianie. Są zadowoleni i dumni z tego nowego kościoła, na który czekali wiele lat. W Imfayatonse musieliśmy odprawić msze św. na zewnątrz, bo w kościele nie było miejsca nawet dla polowy tych, którzy przyszli na te uroczystość. Radośnie świętowaliśmy narodziny naszego Pana. Nie pamiętam tez, żebyśmy kiedykolwiek otrzymali tyle darów podczas świat, jak tym razem.
W drugi dzień świat, którego oficjalnie się tutaj nie obchodzi, nawet w kościele, odprawiłem Msze św. odpustowa ku czci św. Szczepana, w obozie dla uchodźców. Nie odprawiałem tam Mszy św. od kwietnia, bo ludzie maja tam swojego kapłana. Tym razem była jednak specjalna okazja i zgodziłem się na to, żeby te Msze odprawić. Padało przez cale przedpołudnie, ale nie zepsuło to wcale radosnego nastroju wielkiego święta. Wręcz przeciwnie, ludzie byli bardzo zadowoleni z tego, ze padało. W regionie, z którego pochodzą, jest to dobry znak, gdy pada na św. Szczepana. Uroczystość trwała trzy godziny. Po niej zaś wszyscy zostali zaproszeni na skromny obiad.
W Sylwestra odprawiłem Msze. św. dziękczynną o godz. 16.00 tutaj na miejscu tj. w Dowa, a Augustinus był w Bimphi. Było za dziękować. W roku 2003 ochrzciliśmy 769 dorosłych i dzieci, a 81 par zawarło związek małżeński. 133 osoby otrzymały otrzy sakrament bierzmowania. Ponad 600 dzieci przyjęło pierwsza Komunie św. Po odprawieniu tych Mszy pojechaliśmy do sąsiedniej parafii (20 km), gdzie byliśmy zaproszeni na kolacje sylwestrowa do sióstr, które prowadza tam szpital i sierociniec. Na tej kolacji byli tez księża pracujący w tamtejszej parafii. Po kolacji nie było tańców, ale godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu w kaplicy. Potem zaś wróciliśmy do domu. W Dowa było bardzo spokojnie, chyba dlatego, ze od 17 -tej do 22-giej nie było prądu. Około północy zrobiło się jednak głośno, a nasi sąsiedzi bawili się do białego rana.
W Nowy Rok odprawiliśmy tylko jedna Msze św. tutaj na miejscu. Z doświadczenia wiemy, ze dla ludzi ten dzień nie ma większego znaczenia. Jest tak sam, jak inne dni. Po mszy św. zostaliśmy zaproszeni na imprezę noworoczna zorganizowana przez parafian z jednej z naszych małych wspólnot chrześcijańskich. Taka impreza odbyła się w naszej parafii po raz pierwszy, ale musze przyznać, ze była bardzo udana. Najpierw był obiad dla wszystkich, a potem były tańce. Impreza odbyła się w szkole średniej, gdyż dyrektorka tej szkoły należy także do tej wspólnoty. Każda grupa wiekowa: dorośli, młodzież, dzieci bawiła się w swoim gronie. Wspólna modlitwa zakończyła te imprez około godziny 16 - tej.
Jesteśmy teraz w porze deszczowej, ale w tym roku deszczu jest mało. Jedynie w ubiegłym tygodniu padało prawie codziennie, a najlepiej tutaj w Dowa. W niedziele padało tak mocno, ze zastanawiałem się, czy powinienem zostać w domu, zamiast jechać do stacji odprawić Msze św. Dobrze, ze zdecydowałem się jechać, bo dwa kilometry za Dowa padało tylko troszeczkę.
W tym roku zadecydowaliśmy z moim wikarym, Augustinem, ze w każdy czwartek będziemy odwiedzać naszych parafian w poszczególnych wioskach. Po dwóch takich wizytach jesteśmy pewni, ze jest to bardzo dobra inicjatywa. Jest to cos w rodzaju kolędy. Parafianie, których odwiedziliśmy, byli bardzo zadowoleni z tej wizyty.
Dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem, trąba powietrzna zerwała polowe dachu z nowego kościoła w stacji Bimphi. Stary kościół, który stoi obok, nie został nawet muśnięty. Ucierpiały tylko budynki i drzewa, które były na drodze tej trąby. Trzeba teraz kupować znowu deski, gwoździe, cement i blachę, żeby te szkody naprawić. Pieniądze, które mogły być użyte na budowę na innego kościoła, trzeba użyć na naprawę nowego kościoła. Tubylcy powiedzieliby tylko: "Choncho" - "takie jest życie".
Byliśmy tez a Augustinem w Mua, gdzie zamówiliśmy duży krzyż oraz tabernakulum do nowego kościoła. U Salezjanów, którzy maja szkole zawodowa w Lilongwe, zamówiliśmy meble do zakrystii, tez do nowego kościoła. Szukamy teraz kogoś, kto zrobiłby ławki, dobrze i tanio. Dobrze, ze jest Augustinus, bo nie musze się martwic o pieniądze.
W maju odbędą się w Malawi wybory parlamentarne i prezydenckie. Natomiast w Kościele malawijskim ten rok jest rokiem Eucharystii. W sierpniu planujemy konsekracje nowego kościoła parafialnego. Wielkie wydarzenie. Oby tylko nasze plany zgadzały się z planami Bożymi.
Serdecznie pozdrawiam wszystkich Przyjaciół Misji. Zapewniam o pamięci modlitewnej. Niech Was Bóg błogosławi, strzeże i darzy pokojem. Szczęść Boże.
O. Sebastian Unsner
|