|
Drodzy Moi
Drodzy Przyjaciele Misji Franciszkańskich!
Pragnę się z Wami podzielić wrażeniami z mojej podróży na Wyspę Mauritius, a właściwie to tylko z jednego dnia, który był szczególny.
Wyspa Mauritius kojarzy się Wam zapewne z urlopem, wczasami, wypoczynkiem. To prawda, spotkać tam można wielu turystów i wczasowiczów. Warunki do wypoczynku są wspaniałe. To wszystko jednak kosztuje i nie każdego na to stać. Dla mieszkańców Mauritiusa życie na tej rajskiej wyspie jest czymś normalnym. Oni nie są tam na wczasach. Podobnie, jak wszędzie, oni też muszą ciężko pracować, aby zarobić na chleb powszedni. Cieszą się z pobytu turystów na ich wyspie, ponieważ dzięki nim mają pracę.
Moja podróż na Mauritius miała charakter służbowy. Byłem tam po to, żeby odwiedzić moich współbraci, którzy są trochę odizolowani od reszty prowincji. Podróż samolotem z Nairobi na Mauritius trwa 4 godziny i 15 minut. Leciałem tam 13-go października. Po spokojnym locie wylądowaliśmy szczęśliwie, pomimo gęstych chmur, na Wyspie Mauritius i to na lotnisku. Jest to mała wyspa i pilot musi bardzo uważać, żeby jej nie przeoczyć. Na lotnisku czekał na mnie mój współbrat, O. Rene, prawie 80-cio letni Francuz. Po 30-stu minutach jazdy byliśmy po drugiej stronie wyspy, gdzie znajduje się jeden z naszych dwóch domów, które mamy na Mauritiusie. Tam czekał już na nas inny współbrat, Br. Krisnah, tubylec.
W niedzielę, 14-go października, w ten szczególny dzień, o którym wspomniałem na początku, pojechaliśmy w trójkę do parafii pod wezwaniem św. Franciszka do małego miasta Pamplemousses. Tego dnia Świecki Zakon Franciszkański (Trzeci Zakon) z całej Wyspy Mauritius obchodził swoje święto patronalne, uroczystość św. Franciszka. Byłem ciekawy, jak to wszystko będzie wyglądało, ponieważ aż dwóch współbraci (a wyspa jest mała, jak już wspomniałem), O. Rene i Br. Krisnah, jest zaangażowanych w pracę z Trzecim Zakonem. O. Rene robi to już od 27-miu lat, od chwili przyjazdu na Mauritius. Od kilku lat pomaga mu Br. Krisnah. Od razu po przyjeździe do parafii św. Franciszka, poczułem się jak w domu, bo wszyscy witali mnie jak dobrego znajomego, a widzieliśmy się po raz pierwszy. Jest tu taki zwyczaj, że mężczyznom podaję się rękę na powitanie, ale kobiety trzeba pocałować w oba policzki, bez podawania ręki. Podobał mi się ten zwyczaj. Nigdy jeszcze nie całowałem tylu pięknych kobiet i dziewcząt.
Byłem zaskoczony wielką ilością młodzieży, która należy do Trzeciego Zakonu. Dzieci też tam nie brakowało. O. Rene i Br. Krisnah postawili na pracę z całymi rodzinami. Chcą, żeby całe rodziny należały do ŚZF. I udaje im się to, a ich praca przynosi owoce. Tutaj obraz Trzeciego Zakonu jest zupełnie inny, niż w innych krajach naszej prowincji, gdzie utarło się przekonanie, że do tego zakonu należą przede wszystkim starsze osoby. Tak nie jest na Mauritiusie i to jest bardzo pocieszające.
O godz. 10-tej rozpoczęła się uroczysta Msza św., której przewodniczył O. Rene. Ja koncelebrowałem. Liturgia została bardzo dobrze przygotowana przez samych członków Trzeciego Zakonu. Do księdza należało tylko odprawienie Mszy św. i wygłoszenie kazania. Piękne, melodyjne śpiewy zostały wykonane przez chór złożony z całych rodzin, a przygrywał im zespół młodzieżowy. Wszyscy należą oczywiście do Trzeciego Zakonu. Msza św. trwała 1,5 godziny, co na Maurtiusie jest wyjątkiem, ponieważ normalna Msza nie trwa dłużej jak jedną godzinę. Zupełnie inaczej, niż w Afryce, gdzie uroczysta Msza powinna trwać przynajmniej 3 godziny.
Po Mszy spotkałem się z dwoma innymi współbraci, z naszego drugiego domu, który znajduje się na południowym krańcu wyspy. O. Albin, Polak, i Br. Jules, rodem z Madagaskaru, mogli przyjechać dopiero po odprawieniu Mszy w swojej parafii. Potem zostaliśmy zaproszeni na obiad. Spożywaliśmy ten posiłek razem z członkami jednej z 16 wspólnot ŚZF, jakie istnieją na Mauritiusie, każdy z nas w innej wspólnocie. Wszystko odbywało się na trawniku przed kościołem. Ludzie przywieźli wszystko ze sobą, wspaniała organizacja. Zapomniałem wspomnieć o tym, że razem z nami były też Siostry ze zgromadzenia Franciszkanek Misjonarek Maryi. Poza tym nie ma innych zgromadzeń franciszkańskich na tej wyspie.
Po krótkiej przerwie obiadowej, poszliśmy całą gromadą do pobliskiego ogrodu botanicznego, jednego z największych i najpiękniejszych na świecie. Naszym przewodnikiem był pan Franciszek, który barwnie opowiadał o historii tego ogrodu oraz o zebranych tam gatunkach drzew i roślin. Robił to w większości po francusku, a od czasu do czasu także po angielsku, żebym i ja coś z tego zrozumiał. Resztę tłumaczył mi O. Albin. Nie mogliśmy zwiedzić całego ogrodu, ponieważ jest on bardzo rozległy. Zresztą, po godzinie chodzenia prawie wszyscy mieli już dość, nawet nasz przewodnik.
Około 15.30, rozpoczęła się w sali parafialnej ostatnia część programu. Do sali został wniesiony duży, trzypoziomowy tort. Był to podarunek dla O. Rene jako podziękowanie za jego długoletnią służbę dla ŚZF. Tort był tak duży, że wszyscy go skosztowali. Potem było przedstawienie obrazujące poprzez tańce historię i kulturę Wyspy Mauritius. Zostało to przygotowane przez młodzież franciszkańską z różnych wspólnot. Pierwszym tańcem był walc, przedstawiający przybycie Europejczyków. Potem był taniec hinduski, następnie chiński i w końcu murzyński. Te grupy przybywały po kolei na tę wyspę. Murzyni przybyli jako niewolnicy, jako tania siła robocza na plantacjach trzciny cukrowej. Po scenie przedstawiającej uzyskanie niepodległości był taniec współczesny, a na koniec taniec, który się nazywa Sega, najbardziej popularny na Mauritiusie, ponieważ tam powstał.
Po krótkiej modlitwie, wszyscy rozpoczęli podróż powrotną do swoich domów. Pomogły im w tym wypożyczone na tę okazję autobusy. Pozostało tylko kilku liderów, którzy dopilnowali, żeby wokół kościoła i w sali parafialnej było czysto. Muszę przyznać, że byłem zdumiony wspaniałą organizacją tej imprezy. Każdy miał tam swoją rolę do odegrania i próbował się z niej wywiązać jak najlepiej. A wszystkiemu towarzyszyła prawdziwa, franciszkańska radość. Niech ona towarzyszy nam wszystkim każdego dnia, a nie tylko przy okazji świąt. Szczęść Boże!
Sebastian.






|