|
Drodzy przyjaciele misji franciszkańskich!
Pozdrawiam Was wszystkich z chłodnej i pochmurnej stolicy Kenii, Nairobi. Afryka kojarzy nam się zwykle z gorącą, słoneczną pogodą i taka jest prawda. Prawdą jest jednak i to, że w miesiącach od czerwca do sierpnia, gdy w Europie jest lato, tutaj, poniżej równika, jest zima. Oczywiście, nie taka sroga jak w Europie Północnej, ale daje się ona we znaki, zwłaszcza tym najuboższym, którzy nie mają porządnych domów, ciepłych ubrań, ani pieniędzy na zakup opalu.
Pochmurna, zimna i czasem deszczowa pogoda panuje w Nairobi od początku lipca. słońce ukazuje się tylko od czasu do czasu. Atmosfera za to jest gorąca i burzowa, ponieważ zbliżają się wybory prezydenckie i parlamentarne. To, co się tutaj dzieje od początku tego roku, byłoby dobrym tematem do jakiejś Soap Opery (opery mydlanej), ale konsekwencje tego dla zwykłego mieszkańca Kenii są w większości negatywne. Oczywiście, jak wszędzie, tak i tutaj rządzą pieniądze. Kto ma ich więcej, ten ma więcej siły przebicia, ten dyktuje warunki. Dziwi mnie jedno, a mianowicie to, że tysiące ludzi uczestniczy w niezliczonych wiecach przedwyborczych, stając się niejako częścią tej Soap Opery. Dziwi mnie to, że ich to wszystko nie nuży. Nie mają z tego przecież żadnego pożytku. Taka sytuacja powtarza się co 5 lat i ciągle budzi wielkie emocje.
W lipcu przyglądałem się temu wszystkiemu (pogodzie oraz atmosferze przed wyborami) nieco z boku, ponieważ trochę podróżowałem po prowincji i byłem tylko gościem w Nairobi. Odwiedziłem współbraci w Ugandzie, w Malawi i na Madagaskarze. Zdecydowanie najlepsza pogoda panowała w Ugandzie, gdzie było ciepło i słonecznie. W Malawi i na Madagaskarze też było dużo słońca, ale było chłodniej, zwłaszcza w nocy.
W Ugandzie, oprócz odwiedzin współbraci, brałem także udział w zebraniu dla przełożonych kilku naszych domów zakonnych, w których klerycy przebywają od połowy lipca na tzw. roku franciszkańskim. Przerwali studia teologiczne na jeden rok i w zamian za to mieszkają w jednym z naszych klasztorów, uczestnicząc w życiu danej wspólnoty. Jest to też czas na zapoznanie się z literaturą franciszkańską i na zgłębienie życia duchowego. Nasi klerycy studiują w seminarium międzyzgromadzeniowym, gdzie nie są wykładane przedmioty franciszkańskie. Ten rok franciszkański rozpoczął się zaraz po zakończeniu roku akademickiego, pod koniec maja, i będzie trwał do maja przyszłego roku. Będąc w Ugandzie, nie mogłem się nie spotkać z O. Teofilem Czarniakiem pochodzącym z Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP, który pracuje w naszej parafii w Rushooka, prawie 400 km na zachód od stolicy Ugandy, Kampali, blisko granicy z Ruandą. Przebywa tam od stycznia tego roku i powoli poznaje język Runyankole, który nie należy do łatwych.
Podróż do Ugandy i powrotną do Kenii odbyłem autobusem firmy Akamba. Nie było to moje pierwsze takie doświadczenie. Jechało się dobrze, tylko bardzo długo. Na przejechanie 600 km z Nairobi do Kampali potrzebowaliśmy 16 godzin. Niektóre odcinki drogi są w fatalnym stanie, a inne są remontowane. To opóźnia trochę podróż. W drodze powrotnej do Nairobi, już na początku podróży, silnik dobrze wyglądającego autobusu wydawał nienaturalne dźwięki i myślałem, że nie dojedziemy nim ani do granicy. Dojechaliśmy jednak i potem jechaliśmy nawet dalej. 100 km przed Nairobi silnik nagle przestał działać i autobus stanął w miejscu. Na szczęście, nie staliśmy długo. Kierowca coś tam podokręcał, postukał młotkiem i jechaliśmy dalej, aż do Nairobi. W sumie była to ciekawa podróż.
W Malawi, w parafii, w której pracowałem przez 9 lat, ludzie zgotowali mi gorące przyjęcie. Byłem tam przez tydzień i codziennie miałem gości. Ludzie przyszli się przywitać i porozmawiać. Moi współbracia też byli zadowoleni z tej wizyty. Malawi leży trochę na uboczu naszej prowincji i dlatego też niewielu gości tam zagląda. Nie jest to dla nikogo po drodze. Po ubiegłorocznej kapitule prowincjalnej skład naszego jedynego klasztoru w Malawi został trochę uszczuplony. Przed kapitułą było czterech kapłanów i jeden brat zakonny, a obecnie jest tylko dwóch kapłanów i brat zakonny. Marzyliśmy o otwarciu drugiego klasztoru, ale niestety na marzeniach się skończyło. Parafia rozwija się dobrze, a praca z różnymi grupami przynosi powoli owoce. W czerwcu kolejna nasza parafianka złożyła śluby wieczne u Sióstr Klarysek. Szykują się też nowe powołania. Franciszkański Zakon Świeckich też wzrasta, liczebnie i duchowo. W zaplanowanej na 4. października uroczystości 8 osób ma złożyć swoje przyrzeczenia (śluby), a 15 osób ma być przyjętych do nowicjatu. Widziałem na twarzach członków FZS radość i dumę. Dobrze mi było w Malawi, ale trzeba było się zabierać stamtąd i wracać do biura.
Tylko na krótko, ponieważ trzy dni później byłem już znowu w drodze, tym razem samolotem na Madagaskar. Podróż trwała 3 godziny. Pogoda była piękna, dlatego też z okienka w samolocie mogłem podziwiać piękne widoki, przede wszystkim wtedy, gdy przelatywaliśmy nad wyspą Zanzibar i potem przed lądowaniem w stolicy Madagaskaru, Antananarivo. Celem mojej podróży było uczestniczenie w święceniach kapłańskich trzech współbraci. Następnego dnia po przybyciu na Madagaskar udaliśmy się samochodem do oddalonego o 160 km miasta Antsirabe, gdzie mamy dwa klasztory: postulat i nowicjat. Święcenia kapłańskie miały miejsce w katedrze w Antsirabe w sobotę 28. lipca. Nasi współbracia zostali wyświęceni na kapłanów razem z trzema innymi diakonami. Była to piękna uroczystość pomimo tego, iż nie zrozumiałem ani słowa, bo wszystko odbywało się w języku malgaskim. Cala oprawa liturgiczna została przygotowana przez naszych współbraci, a mistrzem ceremonii był magister nowicjatu. Bardzo pięknie śpiewał chór z naszej parafii w Andraikiba. Wszyscy obecni w kościele dołączyli się do tego śpiewu. Pieśni malgaskie są bardzo melodyjne i radosne. Ta uroczystość trwała cale 4 godziny. Wieczorem, już w naszej parafii, w Andraikiba, gdzie mieści się także nasz nowicjat, miała miejsce uroczysta kolacja na cześć neoprezbiterów: Emmanuela, Bruno i Sylwestra. W dużej sali parafialnej zgromadziło się prawie 200 osób, a wśród nich rodziny neoprezbiterów, przyjaciele, parafianie, siostry zakonne i spora grupa współbraci. Stroną artystyczną zajęli się klerycy i nowicjusze, a robili to naprawdę dobrze. Po kolacji, wśród radosnych śpiewów i tańców, został wniesiony na ramionach czterech kleryków duży tort, upieczony i udekorowany przez magistra kleryków i jednego z nowicjuszy. Był to naprawdę duży tort o wymiarach 100 na 70 cm. Wystarczyło go dla wszystkich. W tej radosnej atmosferze czas upływał nieubłaganie szybko. Następnego dnia, w niedzielę, pojechaliśmy na prymicje O. Sylwestra do jego rodzinnej parafii, 120 km na południe od Antsirabe. Kościół parafialny został zbudowany na szczycie jednego z pagórków i być może to sprawia, że ta parafia obfituje w powołania. O. Sylwester jest osiemnastym kapłanem pochodzącym z tej parafii. Wywodzą się z niej także dwaj inni współbracia. Msza św. prymicyjna była także bardzo uroczysta, znowu przy akompaniamencie radosnego, żywiołowego śpiewu. Po Mszy zostaliśmy zaproszeni na obiad przygotowany przez parafię oraz rodzinę prymicjanta. Wróciłem do Nairobi pełen wrażeń po tym pobycie na Madagaskarze.
Dziękuję za wszystkie Wasze modlitwy i ofiary na rzecz misji i proszę o dalsze. Bóg zapłać!
O. Sebastian Unsner.
|