Santa Cruz 15.06.08
Uffff, kiedy to pisałem coś ostatnio...? Chyba miesiąc temu, co? Pomału straciłem rachubę. Ostatnie tygodnie minęły mi tak szybko, że nawet nie myślałem, że to znów tyle czasu za nami. To nic nowego. Każdy z nas ma czasem podobnie. Ale dziś niedziela, dla większości dzień wypoczynku. I ja mam spokojniejszy dzień, biuro zamknięte, więc można coś więcej postukać w klawiaturę. Poza tym trochę jeszcze mamy nastrój świąteczny. Dlaczego...? Bo tyle co skończyliśmy świętować święto patronalne naszej parafii, jak i boliwijskiej prowincji franciszkanów - czyli dzień św. Antoniego. Antoniego wypada 13.06., więc świętowaliśmy od piątku. Wcześniej parafia przygotowywała się cały tydzień nowenną do św. Antoniego. Dziennie w różnych dzielnicach parafii odbywały się procesje z figurą św. Patrona. Także dzieci z naszego kolegium (1200 osób) uczcili swojego patrona. Jednak główna uroczystość miała miejsce wczoraj wieczorem w tzw. Colloseum (czyli jakby zadaszonym boisku) naszego kolegium San Antonio. Na uroczystej Mszy św. zebrało się wielu wiernych całej parafii, a parafia jest naprawdę wielka - ok. 60-70 tys. Największa w Santa Cruz. Uroczystości tej przewodniczył biskup pomocniczy Sergio z Santa Cruz. Trochę było zimno. Jesteśmy w czasie "surów" - zimnych wiatrów z południa. Chłód jest nieprzyjemny, bo towarzyszy mu wysoka wilgotność, przenika to do kości. Ale mimo tego sporo ludzi z różnych kaplic i kościołów naszej parafii, a jest ich ponad 15, uczestniczyło razem z nami w tej uroczystości. Po wszystkim ludzie sami zorganizowali jakieś ciepłe napoje, jakieś słodkie bulki. Młodzież śpiewała i bawiła się jeszcze do późna w nocy. Taki to już zwyczaj tutaj. Ja podjąłem się nagotować bigosu, by po wieczornej uroczystości ugościć biskupa i zaproszonych gości. No i wyszedł super. Nawet biskup zasmakował... choć z pochodzenia jest Włochem. Dziś jeszcze do obiadu zjedliśmy resztki bigosu. Hmmm, dzisiaj był jeszcze lepszy. No i tak minęła nam ta nasza fiesta San Antonio.
Niech nas wszystkich święty Patron Antoni nadal darzy swą opieką!
A skoro już jestem blisko daty dnia św. Antoniego. Dzień wcześniej, 12.06. miała też miejsce szczególna i miła uroczystość. Nasza Siostra Dorothea z Ascención świętowała swoje... 99 urodziny!!! Ta dzielna kobieta rodem z Wiednia zadziwia nas wszystkich nadal swoją aktywnością, pobożnością i swoim humorem. Wczoraj biskup Antoni osobiście złożył jej życzenia i odprawił Mszę św. w jej intencji. A my możemy tylko życzyć naszej jubilatce S. Dorothei... aby do 100-tki i trochę jeszcze więcej z Pomocą Bożą !!!
Nieco wcześniej i nieco mniej kolejnych latek wybiło naszemu bratu Markowi. Razem z Br. Felixem pojechaliśmy uczcić to z naszym Mareczkiem w Concepción. To że czasem Marek przy przedstawieniu się mówi "Amigo de Pueblo" - przyjaciel ludzi, okazało się widoczną rzeczywistością właśnie w dniu jego urodzin. Wszystkie babcie już w wigilię, ale też od wczesnych godzin rannych nie dały spać naszemu solenizantowi. Nie tylko były torty, życzenia, muzyka młodzieży... ale też wspólna modlitwa różańcowa za "Amigo de Pueblo" z Concepción.
Gratulacje i najlepsze też jeszcze życzenia dla naszego brata Marka.
Ale ostatni czas to przede wszystkim czas dwóch wizyt w naszym Wikariacie. Gościł u nas prowincjał franciszkanów bawarskich, O. Maximilian, któremu towarzyszył odpowiedzialny za misje w tej prowincji O. Leopoldo. Powiązania naszego Wikariatu i prowincji Bawarskiej to już kawałek historii. Franciszkanie z tej prowincji byli jakby fundatorami tego naszego Wikariatu. Przez prawie 50 lat wielu franciszkanów z Bawarii pracowało i misjonowało te tereny. Z ich grona wyszli też pierwsi biskupi Wikariatu. Potem dołączyli też franciszkanie ze Śląska, a także księża diecezjalni z Niemiec, z Polski, obecnie jest także trzech boliwijskich miejscowych księży. Ale do dziś w Wikariacie i tutaj w konwencie S. Antonio w Santa Cruz pracuje jeszcze kilku bawarskich franciszkanów. Dzięki dobrze zorganizowanej akcji misyjnej w Bawarii wielu dobrodziejów poprzez pośrednictwo franciszkanów w Bawarii przez wiele lat wspierało nas materialnie. Dzięki temu nasz wikariat mógł praktycznie jakoś "stać na nogach". Dzięki tej pomocy powstało wiele domów, szkół, szpitali. Utrzymuje się parafie, prace pastoralne, samochody terenowe, także samych misjonarzy i siostry. Pomaga się ludziom w różnych sytuacjach. Od żywności po różne akcje socjalne, organizowanie warsztatów pracy itd. Odrestaurowano też stare kościoły - między innymi dwie unikatowe drewniane Redukcje pojezuickie z XVIII wieku, które, owszem, są uznane przez UNESCO jako "światowe dziedzictwo kultury", a państwo boliwijskie umieszcza zdjęcia na prawie wszystkich reklamach Boliwii, to jednak funduszów na ich utrzymanie nie otrzymywało się znikąd. Dopiero ostatnio otwarły się nowe możliwości pomocy na ich utrzymanie m.in. z Hiszpanii. Pomoc Bawarii pomału się kończy. Cztery prowincje franciszkańskie w Niemczech z powodu braku powołań połączą się wkrótce (2010) w jedną prowincję na całe zjednoczone Niemcy. To prowadzi także do ograniczonych możliwości dalszego wsparcia dla nas misjonarzy. Ta wizyta potwierdziła jeszcze te nasze obawy. Prowincja Bawarska nie zobowiązuje się już do dalszego wspierania, utrzymania naszego Wikariatu. Ale jesteśmy Bogu, dobrodziejom i naszym współbraciom bawarskim wdzięczni za to, że przez tyle lat pomagali Wikariatowi i misji boliwijskiej. Już ograniczona, ale mimo to na pewno ważna dla nas pomoc nadchodzić będzie jeszcze poprzez franciszkańską centralę misyjną - "Missionszentrale der Franziskaner", która ma swą siedzibę w Bonn. Dlatego też równorzędnie do wizyty współbraci z München, przebywał także w Boliwii i w naszym Wikariacie Pan Emmanuel Gräff, przedstawiciel wspomnianej centrali misyjnej. Poprzez tę organizację wspierane będą jeszcze niektóre projekty prowadzone przez franciszkanów w prowincji boliwijskiej, a że Wikariat jest jakby pod patronatem tejże prowincji, więc także niektóre projekty w Wikariacie. Z pewnością już nie wszystkie. We wspólnym spotkaniu w San Ramon, które zarazem było szkoleniem w jaki sposób na przyszłość zwracać się z prośbą o pomoc do tej instytucji, wzięli udział goście z Niemiec, prowincjał i ekonom prowincji boliwijskiej, nasz biskup Antoni, współbracia i siostry z Wikariatu, także nasza cała Prokura. Zaczyna się na pewno niełatwy proces zmian i większej biurokracji. Dyktowane jest to też wymaganiami, jakie narzuca takim instytucjom państwo niemieckie. Praktyka najbliższej przyszłości pokaże, w jaki sposób będzie to realizowane w codziennym życiu Wikariatu. Trochę... czuje się tu u nas pewne zniechęcenie, zatroskanie. Każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że funkcjonowanie misji uzależnione jest jeszcze w dużej części od pomocy z zewnątrz. Misjonarz jest przede wszystkim dla ludzi, do pracy pastoralnej w parafiach... a nie do papierkowej i biurkowej roboty. Ale widać takie czasy i trzeba i na takie formy być gotowym. Oby nie zabierało nam to za wiele już tak ograniczonego czasu. Prawie dwa tygodnie towarzyszyłem, obwoziłem, czasem tłumaczyłem tych naszych gości.
Niespełna dwa tygodnie, to naprawdę bardzo mało czasu, by tak naprawdę poznać prawdziwe realia i codzienność życia w Boliwii i w naszym misyjnym Wikariacie. Wiele widzi się tylko powierzchownie. Mam jednak nadzieję, że ten krótki czas "otworzył" oczy i serca naszym gościom i z innym obrazem Boliwii powrócili już do Europy
Przed tygodniem w sobotę wieczorem powrócił ze swego pierwszego urlopu Ks. Mariusz. Tak się złożyło, że z powodu różnych wizyt, a także obowiązków niedzielnych nikt z nas nie mógł powitać go na lotnisku. Na szczęście nasz Oswaldo, pracownik prokury mógł chociaż pojechać na lotnisko. Ja dopiero następnego dnia po powrocie z Wikariatu mogłem przywitać Mariusza u nas w konwencie. Dobra wędzona swojska kiełbasa, którą przywiózł, do dzisiaj mi pachnie, bo czosnku w niej nie brakowało, ale była pyszna! Gdy w niedziele późnym wieczorem dojechali z wikariatu do Santa Cruz ks. Paweł i ks. Kazimierz, by przywitać swego kursowego kompana ten... niestety już wcześniej padł ze zmęczenia i na pewno z powodu zmiany czasu. Na pocieszenie (też porażki Polski w meczu z Niemcami) pozostała naszym "tarnowiakom" tego wieczoru wspomniana już czosnkowa kiełbasa. Sama "Ceremonia" powitania nastąpiła więc... dopiero w poniedziałkowy poranek.
No to może tyle na dziś. Można by jeszcze coś o polityce..., ale właściwie to lepiej nie. Jest po prostu bałagan... i tak może być tylko w Boliwii.
Pozdrowienia z dalekiej boliwijskiej ziemi
Josef Tarcisio Lamik ofm
|