Drogi O. Basili. Dziękuję za kondolencje, dla mnie to powołanie Luzi do wieczności to jeden wielki znak Bożej Opatrzności. Luzi w drodze do San Antonio de Lomerio wstąpiła odwiedzić swojego przyjaciela z dawnych lat, O. Jozefa Schickera. O. Jozef opowiadał mi, że rozmawiali ze sobą o śmierci. Czytał jej nawet swój testament, który kończy słowami: "jeżeli odejdę do wieczności z Boliwii, to chciałbym być pochowany w San Antonio de Lomerío". Luzi słysząc to wyznanie, uradowanym głosem powiedziała: Ja też chciałabym być pochowana w San Antonio de Lomerío.
Kiedy mnie odwiedziła w Concepción, powiedziała mi, że chciałaby wrócić na dłuższy czas do San Antonio, aby jeszcze bliżej być z tymi ludźmi i móc im pomoc skuteczniej. Ona sama poprzez Caritas z Bolzana (Italia, Płd. Tyrol) czyniła wszystko, aby pomoc ludziom chorym w tej parafii, szczególnie niepełnosprawnym. Z jej funduszy zostały wywiercone studnie głębinowe w bardzo twardej skale, zwanej tutaj "escudo brasilero". Prowadziła również podobne ośrodki w Brazylii i w Peru. Wierzę, że dzisiaj uczestniczy w uczcie niebieskie w Domu Ojca Niebieskiego i wstawia się za nami. Dziękuję Bogu za to, że w czasie jej odwiedzin w Concepción, znalazłem trochę czasu, aby z nią usiąść i porozmawiać na temat organizacji charytatywnej założonej przez nią i zwanej "PUENTE" czyli PO-MOST. Ona, udając się do wioski w niedzielę, tydzień temu, widząc, że nie może przejechać przez most samochodem, zdecydowała się przejść na drugi brzeg, torując drogę trzynastoletniemu chłopcu. Ona poszła z nurtem rzeki, a chłopiec uratował się zawieszając się na lianie drzewa, które rosło na brzegu rzeki Sapocó. Niech wstawia się za nami, abyśmy budowali mosty tej duchowej przyjaźni z Bogiem i między nami i tymi ludźmi. Szczególnie teraz, kiedy Boliwia jest tak podzielona i potrzebuje jedności i wzajemnego zaufania.
Drogi Bazyli. Proszę Cię, abyś przetłumaczył te myśli O. Jozefa i razem z moim dodatkiem posłał to O. Krystianowi, aby to mógł zamieścić na stronie internetowej, lub w naszych Wiadomościach Prowincji. Jeszcze dodam, że u nas, niedaleko El Fortin, w Los Troncos, ponad 2 000 tysiące ludzi mieszka pod namiotami. Parafia El Carmen jest pod wodą; rzeka płynie niedaleko nowego kościoła w Villa Montero, który został zbudowany w większości z ofiar dobrodziejów O. Sykstusa Gajdy, Prowincji Katowickiej i również pomocy naszej Prowincji. Kościół został na wyspie, otoczony wodami rzeki Rio Grande; służy teraz jako depozyt do przechowania niektórych narzędzi, ubrań, tego wszystkiego co zdołali uratować. W Los Troncos jesteśmy obecni przez nasz Caritas. Przede wszystkim troszczymy się o dzieci i starców; zostały umieszczone również środki sanitarne. O dalszej pomocy Was poinformuję. Myślę, że dopiero po trzech miesiącach zacznie się dla nich problem, gdy nie będzie pomocy żywnościowej. Pomimo tych trudnych warunków ludzie nie tracą nadziei; szukają wyższych terenów, aby z pomocą Caritasu budować domki z drzewa pokryte blachą (tak jak to zrobiliśmy w El Fortin dla rodzin najbardziej poszkodowanych). Jesteśmy z nimi, a to jest najważniejsze. Dziękuję również za ofiarę przekazaną na naszą szkołę techniczną w Concepción. Cała ta suma, tak od dobrodziejów osobistych, którą otrzymałem w czasie ostatniego pobytu, jak z Ośrodka Misyjnego, zostanie przekazana na ten cel. W najbliższym czasie poślę dokładną informację na temat tej szkoły zawodowej, gdzie otrzymują wykształcenie techniczne chłopcy i dziewczęta z ubogich rodzin naszego wikariatu, a nawet z innych prowincji boliwijskich. Jeszcze jedno: jest już z nami O. Norbert Brylka. Dziękuję Bogu za dobrą podróż, a przede wszystkim za to, że chce pracować ze mną w Concepción, pracować w duszpasterstwie i pomóc mi w moich obowiązkach (przede wszystkim w Kurii Biskupiej razem z bratem Markiem).
Szczęść Wam Boże, i życzę wytrwałości na drodze krzyża, która prowadzi nas do Zmartwychwstania.
+Antoni Bonifacy Reimann, OFM
|