English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Santa Cruz 30.12.07

Dzisiejsza pogoda ciągle się zmienia. Raz słońce, to znów chmury i intensywny ulewny deszcz, nieco parno, ale od czasu do czasu powiew wiatru przynosi trochę świeżego powietrza. Dziś ostatnia niedziela roku, niedziela Św. Rodziny. Przed paroma dniami radowaliśmy się świętem Narodzenia Pana... teraz przed nami zakończenie starego roku i powitanie Nowego. Za nami rok, o którym można by powiedzieć, że był podobny do dzisiejszej pogody. Wszystko w nim było. Chwile radości, zadumy, pewnych niepowodzeń, ale też nowych zrywów i motywacji do kroczenia dalej. Z obawą, ale też z nadzieją patrzę na ten zbliżający się Nowy Rok. Wierzę, że ten rok jest w planach Bożych i On da nam siłę, byśmy Jego plany wypełnili najlepiej jak możemy. Czego sobie jak i Wam szczerze z serca życzę.

No i jak minęły święta? Jak Wasze Pasterki, choinki w domach, spotkania z bliskimi? Już nie chcę wspominać wszystkich dobroci, których każdy na pewno popróbował. Zawsze przecież na święta jest na stole coś szczególnego. Zwłaszcza tradycyjne potrawy. Trochę różne, w zależności od regionu i miejscowych tradycji i kultury... ale na pewno szczególne.

Ostatnie dni przedświąteczne były i u mnie trochę zagonione. Prawie do końca działała prokura, więc ostatnie zamówienia, przesyłki w głąb wikariatu trwały do piątku wieczorem. Gdy pojawił się w mieście biskup Antoni, nie myśleliśmy, że tak szybko zmienią się pewne plany. Następnego dnia popołudniu dowiedzieliśmy o śmierci proboszcza w rodzinnej parafii Ks. Biskupa. Przez ponad 41 lat ks. Georg Obst był duszpasterzem i ojcem tej parafii. Decyzja biskupa była szybka... „lecę na pogrzeb”. Więc jeszcze tego wieczoru szukaliśmy możliwości lotu, a następnego dnia rano już nasz biskup siedział w samolocie. Jeszcze z tak małym bagażem nigdy go nie widziałem... Podróż biskupa nie obyła się bez przygód, ale ostatecznie dosłownie w ostatnich minutach dotarł na pogrzeb do swej rodzinnej parafii. Tak to proboszcz rodzinnej parafii „przyciągnął” Bp. Antoniego nie tylko na swój pogrzeb, ale też po wielu, wielu latach na święta do rodzinnego domu. Mam nadzieję, że trochę jeszcze odpocznie, przed swoim długim znów powrotem do Boliwii.

W okolicach świąt wielu odeszło po nagrodę do Pana. Wspomniany Ks. Obst, proboszcz w Ligocie Turawskiej. We Wrocławiu pożegnano naszego współbrata O. Gabriela. Pamiętam go dobrze, zwłaszcza z czasów, gdy jeszcze pracowałem na Zieleńcu i często musiałem zjeżdżać do Dusznik Zdroju. Tam w naszym klasztorze zawsze bardzo gościnnie przyjmował nas wspomniany O. Gabriel. W tych dniach odszedł też Pan Paweł Smolka - Tata naszego współbrata, O. Bonawentury który tez odwiedził nas w tym roku w Boliwii. Miałem okazję być jeszcze rok temu na złotych godach Państwa Smolka. Razem z biskupem odwiedziliśmy ich też w ich domu w Niemczech. Niech ci wszyscy zmarli odpoczywają w radości wiecznej R.I.P.

Całe moje święta spędziłem w Santa Cruz. Ostatnie dni przedświąteczne minęły mi na zakupach, przygotowaniach małych prezentów dla domowników, dla wszystkich którzy współpracują z nami i nam w ciągu roku wiele pomagają. Nie można było ich pominąć w święta. Jako domownicy spotkaliśmy się wspólnie już w niedzielę wieczorem, by złożyć sobie życzenia, coś pośpiewać. W samą Wigilię każdy jest w terenie. Wszyscy odprawiają po kilka Pasterek i wracają późno po północy. Każdego roku właściwie w Wigilie byłem sam, tym razem jednak byłem zaproszony na kolację wigilijną do polskich sióstr Elżbietanek. Pośpiewaliśmy kolędy, było też prawie tradycyjnie na stole. Barszcz, ryba, pierogi, kapusta z grzybami, nawet opłatki. Brakowało naszych śląskich makówek... ale trudno mieć wszystko.

Pierwsze święto spędziłem z... trzema biskupami! Na szczęście nic oficjalnego. Nasz biskup Stanisław z Santa Cruz zaprosił mnie do siebie, przy okazji obiecałem też coś przygotować na obiad. Pomogły siostry, a na obiad dołączyło tez dwóch pozostałych biskupów pomocniczych z Santa Cruz. Było spokojnie i wesoło... a na końcu była dobra kawa i makowiec... co jest rarytasem w Boliwii. Bo tutaj nie ma w sprzedaży maku. Zresztą jest nieznany.  

No i tyle było świąt. Drugiego święta już tu nie ma, ale że biuro mam jeszcze nieczynne aż do Nowego Roku, jest teraz więcej czasu by nieco odpocząć i zająć się swoimi sprawami. Jutro chciałbym popołudniu pojechać ok. 140 km za Santa Cruz do naszych współbraci Stasia i Felka w El Fortin. Dojedzie tam też może Br. Marek z Concepción i sąsiedzi „tarnowiacy” - ks. Paweł i ks. Kazimierz. Tam na tej stacji misyjnej spędzę razem z nimi ostatni wieczór roku 2007. Na pewno po wieczornej Mszy św. będziemy wspólnie czekać na przywitanie Nowego Roku. Będzie więc spokojnie, jak to na wiosce. Nie będę więc od jutra popołudnia  osiągalny ani internetowo ani telefonicznie... Jak więc Pan Bóg pozwoli, to spotkamy się znów w Nowym Roku.

A jak Wasze plany świąteczno-noworoczne? Znowu okazja dla wielu, by się razem spotkać. Życzę Wam wiele radości z tych spotkań.

Sytuacja w kraju jest jak na razie spokojna, ale to z powodu świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku... potem z pewnością się znów zacznie. Co nas czeka w tym Nowym Roku...? Daj Boże, by chociaż było mniej napięć i ekstremalnych sytuacji w kraju. Ludzie są już też tym zmęczeni. Ale jak sami widzimy i obserwujemy w codziennych wiadomościach, cały świat żyje w napięciach, wojnach, katastrofach. Świat sam się niszczy.  

Kończąc dzisiejszy list, chce się jeszcze raz podziękować za wszelkie dobro. Za te przeróżne gesty dobroci. Za życzliwe słowa, gesty, za prezenty, przesyłki, za pomoc także finansową tak dla mnie jak i dla naszych misji i na cele misyjne. Dziękuję za duchowe wsparcie, modlitwę, Msze św. ofiarowane w mojej jak i wszystkich misjonarzy intencji.

 Odwzajemniam się modlitwą i pamięcią. Wszędzie w każdym domu, w każdej kaplicy naszego wikariatu modlimy się też dziennie za Was wszystkich, którzy wspieracie nas waszą pomocą.

Nadal też proszę, byście byli ze mną, z nami. Za każdy gest wielkie dzięki i Bóg Zapłać!!!

  Radosnego Sylwestra i Błogosławieństwa Bożego na Nowy 2008 Rok!!!  

Tarcisio Josef Lamik ofm  





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: poniedziałek, 12 maja 2008
© 2006-2007 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net