Santa Cruz 12.12.07
To już połowa Adwentu i coraz bliżej świąt Bożego Narodzenia. Dziś cała Ameryka Południowa świętuje uroczystość głównej Patronki - Matki Bożej z Guadalupe. Także w Boliwii wielu ludzi ma szczególne nabożeństwo do Matki Bożej, wzywając jej wstawiennictwa w przeróżnych potrzebach. Teraz, gdy w kraju nie brakuje napięć i sytuacji konfliktowych, w szczególny sposób modlą się wszyscy o jedność i pokój w Boliwii. A tego pokoju w kraju bardzo nam teraz potrzeba. Sytuacja w kraju nadal jest bardzo napięta. Powodów jest wiele, ale jednym z głównych to, to że 24 listopada przyjęto tekst projektu nowej konstytucji, ale... jedynie głosami zwolenników socjalistycznego prezydenta Evo Moralesa. Doszło więc do zamieszek i protestów, w których byli ranni i zabici. Wiele departamentów z ich prefektami na czele wzywa do oficjalnego bojkotu tej nie do końca prawnie zatwierdzonej konstytucji. Coraz głośniej mówi się o autonomii Oriente. Jeszcze z końcem tego tygodnia Santa Cruz chce ogłosić swoją niezależność i autonomię dla całego naszego regionu, co może być naturalnie odczytywane przez rząd jako próba wywierania nacisku lub rozłamu Boliwii.
Jak dotąd wszelkie manifestacje, protesty tu w naszych tropikalnych stronach Boliwii przebiegały bardzo pokojowo. Ludność "camba" - czyli naszych regionów jest z zasady pokojowa, w przeciwieństwie do ludności z gór. Ale teraz kiedy napięcie rośnie, niewiele potrzeba, by doszło do zamieszek i rozlewu krwi. W ostatnich dniach mówi się o coraz większej ilości policji w mieście, także coraz więcej wojska koncentruje się wokół Santa Cruz . Na głównym placu Santa Cruz trwa strajk głodowy grupy ludzi - jako protest przeciwko obecnej polityce rządu. I to wszystko na krótko przed świętami Bożego Narodzenia. Prośmy wszyscy w modlitwie o pokojowe rozwiązanie problemów w Boliwii.
Mimo tych napięć życie toczy się na razie normalnym trybem. Wszystko jak dotąd funkcjonuje, a w sklepach, na targach i na ulicach handel przedświąteczny przeżywa swoje najlepsze dni. Od plastikowych choinek, poprzez ozdoby świąteczne, po "śnieg" w aerozolu do tego przeróżne szopki, figurki itd. Prawie wszystkie artykuły są "made in China" . Więc o jakości też by można podyskutować. Na każdym rogu można też kupić różnej wielkości i z różnych piekarni "Panneton" - ciasto drożdżowe z rodzynkami i bakaliami. Gdy zbliżają się święta, jest to najprostszy i najbardziej popularny prezent.
Adwent trudno właściwie porównywać do atmosfery, jaką się zna z Europy, szczególnie z Polski. W zależności od duszpasterza w niektórych kościołach spotkać możemy wieńce adwentowe ze świecami, czasem też figurki małego Dzieciątka zdążającego do Matki Bożej. Nie ma Mszy św. Rorate. Kto by tam rano przyszedł z dzieci. Poza tym są wakacje letnie. Dzieci na wioskach pomagają często rodzicom na polu, albo w domu pilnują młodsze rodzeństwo. Dzieci z bogatszych rodzin w mieście wyjeżdżają nieraz gdzieś z rodzicami. Bliżej już Bożego Narodzenia odbywają się w niektórych parafiach, po różnych wioskach, albo jakby też po dzielnicach, Msze św. tzw. "Posadas". Wtedy to jakby wędruje Dzieciątko Jezus od domu do domu, od dzielnicy do dzielnicy. Zwyczaj ten praktykuje się w Adwencie i w okresie Bożego Narodzenia.
Przed Bożym Narodzeniem w sposób szczególny pamięta się o biednych i o dzieciach. Ofiary, jakie czasem od Was otrzymuję w ciągu roku, przeznaczam też na ten cel. Najczęściej przekazuję je dalej Siostrom w Wikariacie, które jeżdżą nieraz do bardzo oddalonych wiosek i wiedzą bardzo dobrze, gdzie są największe potrzeby. Znają rodziny, dzieci. Myślę, że dzięki tej Waszej pomocy, nieraz nawet symbolicznej, w niejednej rodzinie gdzieś w buszu boliwijskim będzie trochę radości świątecznej, a niejednemu maluchowi będzie się śmiała buzia, bo otrzyma też dzięki Wam coś słodkiego. A wierzcie mi, nie jest to tutaj jeszcze tak oczywiste. Bóg zapłać przy okazji wszystkim tym, którzy bez wielkich słów i reklamy dzielą się i pomagają.
W ostatnich dniach ponownie przez parę dni przebywałem w naszym Wikariacie. Samochód jak zwykle załadowany był pocztą i towarem do prawie wszystkich miejsc Wikariatu. Głównym moim celem było dotrzeć w piątek wieczorem do Concepción, by uczestniczyć w odpuście patronalnym naszej katedry w Concepción. Trochę więc zaskoczony byłem, gdy wjeżdżając wieczorem do Concepción, zastałem ciemności. A przecież była to godzina, kiedy zawsze o tym czasie trwała uroczysta Msza wigilijna. Wszystko wyjaśniło się, kiedy już wyszedłem z samochodu i prawie że wpadłem po ciemku w krużgankach biskupstwa na postać w białej szacie. Na szczęście "duch" w tym momencie odezwał się głosem miejscowego proboszcza, P. Jorge, który w albie wybiegł z katedry, by włączyć rezerwowy motor do wytwarzania prądu. Po chwili zajaśniało i przekonałem się, że katedra pełna jest ludzi na czele z naszym biskupem Antonim. Uroczystości mogły więc być kontynuowane. Następnego dnia uroczysta Msza św. i procesja odbyły się już bez większych kłopotów.
W niedzielę miała miejsce mała uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego i fundamentów pod nowy dom Sióstr Służebniczek w Villa Paraiso. Siostry już prawie cztery lata, od momentu sprowadzenia ich do tej miejscowości, mieszkają w domu zastępczym w skromnych bardzo warunkach. Dzieło, które tworzą dla tej miejscowości, jest ogromne. Dlatego zapadła decyzja o szukaniu środków i możliwości, by zbudować siostrom dom bardziej praktyczny. Szukanie funduszy trwa nadal, ale zaczynamy... licząc, że z Bożą pomocą uda się i ten projekt zrealizować. Po Mszy św. w małym kościółku poszliśmy już w ciemnościach na nowy plac budowy, by poświęcić miejsce przyszłego domu Sióstr. Oby wkrótce Siostry mogły zamieszkać w normalniejszych warunkach. Czego im z serca życzę.
Jeszcze jeden powód wstrzymywał mnie do pozostania o dzień dłużej na Wikariacie. Mianowicie... urodziny Wikariusza generalnego naszego Wikariatu - O. Bernarda. Plany pokrzyżowały się z powodu ulewnych deszczów. Niedaleko już Ascención, gdzie mieszka i pracuje nasz O. Bernardo, wody zerwały parę dni wcześniej część drogi. W szeroką wyrwę wpadł nawet w nocy autobus z ludźmi, na szczęście skończyło się na rannych. Do ostatniej chwili nie było pewne, czy w ogóle będzie przejazd do Guarayos. Ale w poniedziałek rano już w El Fortin, gdzie nocowałem ja, a także Bp Antoni i br. Marek, dowiadujemy się przez radio, że jest przejazd. Tak więc prawie wszyscy polskojęzyczni naszego Wikariatu ruszyliśmy, by uczcić godnie naszego seniora w jego 64 urodziny. Uroczysty obiad przygotowany przez Siostry z Tyrolu, a wieczorem jeszcze Msza św. odprawiona przez Bp. Antoniego w intencji naszego solenizanta O. Bernarda była też podziękowaniem za jego już wieloletni wkład i pracę dla misji w Boliwii, a już szczególnie dla naszego Wikariatu Nuflo de Chávez.
Po jak zawsze męczącej podróży, znów jestem w Santa Cruz. Już od wczoraj znów w prokurze w moich codziennych obowiązkach.
Tyle z adwentowej jeszcze Boliwii
Pozdrawiam serdecznie
Tarcisio ofm
|