Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Intencje mszalne
dla Misjonarzy
   Modlitwy w intencji Misji
   Prezentacje misyjne
   Wyślij kartkę
   Tapety
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Program edukacyjny
   Stowarzyszenie
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Papieskie intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Santa Cruz 22.07.07

Niedzielny wieczór w Santa Cruz. Zazwyczaj już spokojny, choć po sąsiedzku huczy jeszcze głośna muzyka. Często nie potrafię zrozumieć tego, że można godzinami słuchać głośno te same rytmy. O ile jest to jeszcze w ciągu dnia... jakoś to można przeżyć. Często jednak trzęsie nam się dom przez całą noc, każdy z nas wstaje rano na wpół nieprzytomny i niewyspany. W normalnym cywilizowanym kraju takie zakłócanie ciszy nocnej jest karane. Tutaj u nas niestety. Wolny kraj".

Tyle smutnych wieści dociera w ostatnich dniach, godzinach.

Ze smutkiem czyta się wiadomości o wypadku i śmierci tylu pielgrzymów pod Grenoble. Jak smutno i ciężko musi być teraz bliskim. Często pozostają pytania bez odpowiedzi. Szukanie i zrzucanie winy na innych nie przywróci już życia zmarłym. Każdy z nas mógł być właśnie w tym autobusie.

Tyle co wstrząsnęła tu nami wszystkimi tragedia samolotu w Sau Paulo. Każdego z nas tutaj w Boliwii droga z Europy i do Europy wiedzie właśnie przez Sau Paulo w Brazylii. Także linie TAM mają rejsy do Santa Cruz. Zginęło w tej tragedii ponad 200 osób. Każdy z nas także mógł być w tym samolocie.

W dzisiejszą niedzielę odszedł też do Pana ojciec jednego z moich współbraci kursowych. Tata Symeona odszedł dziś po ciężkiej chorobie.

Wszystkich tych zmarłych polecam dziś w mojej modlitwie Panu życia i śmierci. R.I.P.

Nie brakuje także nieszczęść w Boliwii. Często dochodzi do poważnych wypadków autobusowych w wysokich górach. Drogi są niebezpieczne, wąskie, niezabezpieczone. Ciągle słychać o śmiertelnych wypadkach. Czasem zawini budzący wiele do życzenia stan techniczny pojazdów. Często zawini nieroztropność ludzka, naiwność, alkohol.

Niespełna tydzień temu doszło do tragedii w jednej z naszych parafii w Ascención. Przez lekkomyślność ludzką spaliło się w nocy 21 domów. Silny wiatr przenosił praktycznie ogień z dachu na dach. Dachy są najczęściej z suchych liści z palmy. Jak opowiadał O. Bernardo proboszcz Ascención - gdy go obudzono, zaraz udał się na miejsce pożaru, ale nie było co ratować, tak silny był ogień. Ludzie, w tym dziesiątki dzieci, bo rodziny są tu bardzo liczne, pozostały praktycznie w tym, co miały na sobie. Nie można było wynieść nic.

Na razie rodziny zamieszkały w większych salach, w szkołach, tam gdzie była możliwość ich ulokowania. Wiele innych rodzin, choć biednych, podzieliło się już kocami, ubraniami. Parafia, wikariat zakupuje żywność i artykuły najpotrzebniejszego użytku. Wierzymy, że z czasem znajdzie się też pomoc, by ludzie mogli odbudować swoje chatki - domki.

Zycie składa się jednak nie tylko ze smutków. Jest też wiele radości w naszym życiu. To czasami pomaga nam na nowo się mobilizować. Ciągle zaczynać od nowa.

Taką naszą franciszkańską radością były wczorajsze święcenia kapłańskie jednego z naszych współbraci boliwijskich tutaj w Katedrze w Santa Cruz. Kardynał Julio Terrazas wyświęcił br. Ben Hura na kapłana. Na tą uroczystość zjechało się wielu franciszkanów z całej prowincji boliwijskiej z Prowincjałem O. Martinem na czele.

Dzisiaj w jednej z naszych kaplic na diakona wyświęcony został nasz parafianin tu z parafii św. Antoniego. Cieszy to, bo to przecież przyszłość Kościoła boliwijskiego. Misjonarzy będzie coraz mniej.

A jak wakacje w Europie, to tez czasem wizyty w Boliwii. Więcej w tym czasie przewija się gości. Daje się to odczuć na mieście. Często spotkać można na rynku wielu turystów, praktycznie z całego świata. Samo Santa Cruz nie jest może miastem ani ładnym, ani turystycznie atrakcyjnym, ale jest punktem centralnym choćby ze względu też na główne międzynarodowe lotnisko Viru Viru.

Stad też można udać się w wiele pięknych miejsc Oriente i tropiku boliwijskiego. Na pewno taki główny szlag wiedzie też przez nasz Wikarat Apostolski do byłych jezuickich redukcji: San Javier, Concepción, San Ignatio... itd. W tym czasie sezon turystyczny kwitnie. O ile nie przeszkodzi jakaś blokada dróg, strajk itd. Co w Boliwii często ma miejsce, paraliżując tym samym całą infrastrukturę turystyczną. Często panuje bałagan. Taki przykład miałem akurat dzisiaj. Odwiedził nas tutaj w weekend Michał - student teologii (pochodzący ze Śląska - wychowany w Australii, studiujący obecnie w Chicago w USA). Uczy się obecnie przez kilka tygodni języka hiszpańskiego w Cochabambie. Gdy go wieczorem odwiozłem na lotnisko... nie dość że miał na bilecie napisaną inną (o 3 godziny wcześniejszą) godzinę odlotu samolotu, to jeszcze (mimo potwierdzenia lotu) nie było go w ogóle na liście pasażerów do Cochabamby. Dobrze, że mam już trochę doświadczenia z takimi rzeczami. Ostatecznie odleciał... To jeden tylko z przykładów chaosu i bałaganu, jaki tu na co dzień panuje. Żyjąc tu... można się do tego przyzwyczaić, co nie znaczy... akceptować. Przez prawie 3 tygodnie przebywali w Boliwii trzej goście Biskupa Antoniego. Dwoje z nich to znani polscy lekarze - kardiolodzy... Profesor medycyny wraz z małżonką. Towarzyszył im Ks. Andrzej. Na terenie naszego Wikariatu Apostolskiego goście mieli okazję poznać i zwiedzić wiele parafii i stacji misyjnych. Uczestniczyli w lokalnych uroczystościach, np. w uroczystości odpustowej w San Pablo na Guarayos. Interesowali się życiem i kulturą. Jako medycy nie mogli omijać szpitali. Była okazja zwiedzić niektóre misyjne szpitale, a także duży szpital miejski w Santa Cruz. Myślę, że ciekawe było dla nich porównać poziom szpitali, standard... i wiele innych rzeczy typowo lekarskich, którymi się żywo interesowali. W towarzystwie biskupa Antoniego i Br. Marka poznali też redukcje w Concepción i w San Javier. Przy okazji odwiedzili też wszystkich polskich misjonarzy pracujących w naszym wikariacie. Po tygodniowym pobycie u nas... nastąpiła jakby część "turystyczna" wizyty. Boliwię trzeba poznać tak od nizin - choćby od dalekiego i dzikiego Pantanalu na granicy z Brazylią, gdzie można popróbować piranii i ogona z krokodyla. A wieczorem w brazylijskim Corumba popróbować np. pizzy z czekoladą. Tu można się spotkać z przygodą... że na powrotny lot wojskowym samolotem sprzedano o wiele za dużo biletów…?! Tym więcej więc satysfakcji, jak jednak udało nam się wrócić. Przy okazji Br. Marek poznał dotąd mu nieznany region Boliwii. Z nizin stopniowo można się wznosić w góry, ocierając się o kulturę Inków przy ogromnej świątynnej skale w Samaipacie. Naturalnie, tu by coś zobaczyć... trzeba życzyć sobie pogody... i humoru. Pierwszego trochę brakło, drugiego na szczęście było dosyć. Trudno będąc w Boliwii nie być choć krótko w Cochabambie, by wspiąć się na górującą nad miastem ogromną statuę Chrystusa. A jeśli czas pozwoli odwiedzić stary majestatyczny konwent w Taracie. Gdzie ugości Polak O. Eryk i Słowak br. Lorenzo. Warto poznać stolicę Boliwii, Sucre. Ale... nieraz można być już w samolocie i nie wystartować. Tak było tym razem z gośćmi. Ze względu na warunki pogodowe - mgły w górach, żadem samolot nie poleciał do Sucre. Wtedy... wypoczywa się w domu, odczuwając nagle, co znaczy zima i tzw. "sur" na nizinach. Wszystkie koce, grzejniki szły w ruch.

Nie można ominąć wysokich gór. La Paz, Andy, jezioro Titicaca, Copacabana... to prawie standartowe punkty dla turystów zwiedzających Boliwię. Tutaj dodatkowe atrakcje... to wysokość (4000 m n.p.m.) brak powietrza, ból głowy... w końcu nie ma się czegoś takiego wszędzie.

Mimo różnych przygód nasi goście dzielnie "przeżyli" wszystkie dodatkowe atrakcje... i myślę, że zadowoleni wrócili z powrotem do Polski.

Ostatnio doświadcza nas trochę klimat boliwijski. Raz zimno, że trzeba wyciągać polary, to znów gorąc. A najgorsze to silne wiatry, niosące ze sobą pyl, piasek itd. Zima boliwijska!

Na czas wakacyjny, wszystkim udanego wypoczynku!!!

Z pozdrowieniami

Br. Tarsycjusz Josef Lamik OFM





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: piątek, 03 września 2010
© 2006-2010 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net