Niedzielne późne popołudnie w Santa Cruz. Słoneczko dzisiaj od samego rana przygrzewa bardzo przyjemnie. Nie jest to już tak gorący wilgotny upał, jak to miało miejsce w miesiącach typowo letnich od listopada do lutego. Dziś mamy ok. 30 st. C i przyjemny lekki wiaterek. Noce już też są teraz łagodniejsze, temperatury trochę spadają do ok. 25 st. C. To już naprawdę da się wytrzymać i można lepiej spać. Zaraz inaczej czuje się człowiek rano... bardziej wyspany i wypoczęty.
Na Mszy św. o 11.00 w naszym kościele św. Antoniego szczególnie sporo było dziś młodzieży. Oni przygotowali dzisiejszą Liturgię. Była to młodzież, która od dokładnie roku zaczęła się skupiać tu, przy naszym kościele św. Antoniego. Młodzież, która właściwie jest w mieście na jakiś czas, z powodu szkoły, studiów, pracy i jakoś nie utożsamia się z żadną inną parafią. Tu się spotykają prawie co niedzielę, spędzają popołudnie, coś pośpiewają... mają swoje sprawy. Za nich i dla nich była dziś ta Msza św. Ewangelia o synu marnotrawnym... przypominała nam dzisiaj, że nigdy nie jest za późno powrócić w objęcia Ojca.
W dzisiejsze popołudnie coraz częściej myśli zwracają się ku Postaci, która jest w moim życiu bardzo ważna i bardzo bliska. Zaczynamy pomału uroczystość Św. Jozefa. Co niektórzy wiedzą (a jest ktoś, kto tego nie wie?), że to mój Patron chrzcielny. I choć od prawie 24 lat noszę inne imię zakonne, także mi bliskie, to dla wielu pozostanę już Józkiem. I jest mi dobrze z tym imieniem i z tym moim Patronem. Wiem, że mi towarzyszy na tej mojej drodze życia. Dlatego oczywiście że będę świętował i już świętuję mojego Patrona. Już dziś świeci się świeca ku jego czci. Trochę ciekawostek na temat św. Józefa znalazło się też w dzisiejszym liście O. Jerzego z Jerozolimy, dlatego zainteresowanych odsyłam do załącznika. Wszystkim życzę, by jutro w tym codziennym zagonieniu mogli na chwile się zatrzymać przy tej postaci: cichej, spokojnej, służebnej, a zarazem tak wielkiej i wyjątkowej. A moim wszystkim imiennikom Józefom - najlepsze życzenia!!!
Jutro z rana wyjadę na krótko na nasz Wikariat. Powodem jest poświęcenie nowo wybudowanego domu sióstr Sercanek w miejscowości Puerto Rico. Po ponad trzech latach mieszkania w ciasnocie i bardzo ciężkich warunkach doczekały się siostry Sercanki nareszcie swojego domu. Jutro o 10.00 biskup Antoni odprawi Mszę św., a następnie poświęci nowy dom ku czci św. Jozefa. Cieszymy się wszyscy w Wikariacie, że Siostry będą mieć teraz trochę więcej przestrzeni, a każda z nich też swój mały, ale własny pokój. Także dla ludzi Puerto Rico będzie to wielkie święto. Bo będzie to jakimś potwierdzeniem, że teraz siostry pozostaną już na pewno w tej miejscowości. A z doświadczenia wiemy, że obecność Sióstr w miejscowościach, gdzie nie ma na stale księdza... ma wielkie znaczenie. Nie tylko w sensie pastoralnym... Bo Siostry prowadzą katechezy, nabożeństwa itd. Ale prowadzą też inne kursy, pomagają kobietom, rodzinom. Znają problemy i radości puebla (miejscowości) lepiej niż wszyscy inni. Ludzie często mają wielkie zaufanie do Sióstr. Dlatego obecność i praca Sióstr na misjach jest dziełem ogromnym i wspaniałym. Popołudniu po tej uroczystości przyjadą też do miasta Bp Antoni i inni współbracia, bedzie więc okazja w tym radosnym dniu być z innymi.
Ten tydzień... to same uroczystości. Siostry Służebniczki Dębickie będą świętowały swoje 25-lecie pobytu w Boliwii. Uroczystości odbywać się będą w ich pierwszej fundacji na terenie Boliwii, w Tupizie. Niestety... jest to w zupełnie innym, oddalonym od nas o paręset kilometrów regionie Boliwii... więc możemy tylko myślami i modlitwą tego dnia być z nimi.
Kolejna uroczystość to święcenia biskupie naszego franciszkańskiego współbrata P. Jorge Hierbasa OFM. Uroczystości odbędą się w przyszłą sobotę w katedrze w Aiquile, gdzie biskup nominat będzie służył miejscowemu Kościołowi. To już obecnie dziewiąty biskup franciszkański służący Kościołowi boliwijskiemu. Myślę, że to powód do radości i też dumy... że z naszych szeregów Pan Bóg powołuje do tej niełatwej służby i odpowiedzialności też naszych braci franciszkańskich. Cieszymy się z tego... i będziemy na pewno wspierać ich naszą modlitwą. Na pewno wielu braci weźmie udział w tej uroczystości. Z pewnością Biskup Antoni, O. Cezar z Cochabamby - razem pracowali w ostatnim czasie w parafii Hospicio w Cochabambie. Także br. Marek wybiera się na tę uroczystość.
W ub. niedzielę pożegnali Boliwię dwaj nasi prowincjałowie z Polski: O. Adrian z Poznania i O. Wacław z Wrocławia. Przez 3 tygodnie mieli okazję odwiedzić wiele miejsc, zwłaszcza jednak współbraci wywodzących się z Prow. Poznańskiej i Wrocławskiej pracujących tu w Boliwii. A że rozmieszczeni jesteśmy prawie w całej Boliwii, mieli więc do pokonania sporo kilometrów... Czasem samolotem, czasem jeepem... raz na terenach niewysokich - zwłaszcza w naszym Wikariacie, jak i górach średnich (Cochabambie) i bardzo wysokich La Paz - Copacabanie. Byli też w boliwijskiej puszczy amazońskiej na franciszkańskim tzw. Projekcie OSCAR. - Gdzie od lat pracuje O. Euzebiusz. Patrz - http://franciszkanie.net/news/111/o-Prowincjal-Adrian-Buchcik-z-wizyta-u-o-Euzebiusza-w-Boliwii.html
Na pewno ta wizyta przybliżyła naszym przełożonym pracę i zadania, jakie tu mamy do spełnienia, nasze trudy, radości i smutki życia misyjnego tu w Boliwii.
W tym tygodniu pożegnał nas też Dr Hellerhorst - niemiecki okulista z Trier, który regularnie od 25 lat poświęca miesiąc urlopu na bezinteresownej pracy w jednym z katolickich szpitali tu w Santa Cruz. Jest już tu osobą bardzo znaną, jest bardzo dobrym specjalistą. W czasie jego pobytu ustawiają się ogromne kolejki najbiedniejszych ludzi, których, bada, leczy, operuje... wszystko GRATIS. Przez te wszystkie lata wspiera szpital finansowo, wysyła lekarstwa, sprzęt leczniczy. Przez wszystkie te lata tradycyjnie już mieszka w naszym skromnym konwencie. Czasami zmęczony całodzienną pracą, operacjami w klimacie, jakby nie było, odmiennym... zasiada jeszcze na chwilę z nami. Jest to dla mnie bardzo budujący przykład. Lekarz, który mimo rodziny, pracy w szpitalu i w swojej przychodni - ma czas i chęć być dla biednych, być misjonarzem na swój sposób. Oby takich przykładów nam nigdy nie brakło.
To tyle... na dziś. Życzę udanego tygodnia i dobrego czasu. Szczęść Boże!!!