English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Kartki
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Ognisko Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Santa Cruz 28.01.07  

Od samego rana niebo nie szczędzi nam dziś wody. Całe dopołudnie leje w Santa Cruz i to tak porządnie. Ulice zamieniły się w rzeki, ludzi prawie nie widać, także w kościele zawsze w dni deszczowe mało ludzi. Nie ma się co dziwić, drogi to wielkie rzeki, bajora i błoto, a poza tym jak ludzie przemokną… to gdzie właściwie mają potem wysuszyć swoje rzeczy?! Niebo czarne i deszczowe może trochę przygnębiać, ale to znów szybko minie. Styczeń to miesiąc deszczowy, prawie dziennie raz więcej, raz mniej, ale popada. Czasem wyjdzie słońce i robi się zaraz ogromna "parówa". A nieraz znów, jak dziś... jest chłodno i właściwie przyjemnie. I mnie właściwie dziś tak dobrze… Jest super temperatura - ok. 20 st. C, więc nie trzeba się pocić, włączać wentylatora, szukać odrobiny chłodu. Nie czuje się tak szybko zmęczenia. Dlatego też zamiast poobiedniej niedzielnej sjesty, siedzę teraz przed klawiaturą i coś tam do Was stukam.  

  Na początku chciałbym jeszcze prosić wszystkich o modlitwę za zmarłego tatę naszego współbrata O. Atanazego - Pedra Polanki. Jego tata Jerzy odszedł do Pana w wieku 59 lat i jutro będą miały miejsce uroczystości pogrzebowe w Gliwicach-Łabędach. Pedro już doleciał do Polski i będzie jutro ze swoimi bliskimi żegnać swojego tatę. My tutaj w Wikariacie i w Boliwii łączymy się pamięcią i modlitwą w intencji zmarłego i w intencji jego bliskiej rodziny. R.I.P.   

Po wielkim ruchu u nas w domu, ostatnie dwa tygodnie były nieco spokojniejsze. O ile o spokoju można pisać. Ciągle po całym konwencie przemieszcza się sporo robotników, ludzi, samochody z materiałem itd. Trwa nadal rozbudowa kościoła, biur parafialnych itd. W kościele Oskar, młody malarz z San Ignatio maluje na ścianie, bardzo ładnie zresztą, przeróżne motywy, sceny z życia Jezusa, ale są też motywy franciszkańskie, zwłaszcza związane ze św. Antonin, bo też kościół jemu jest poświęcony. Ciekawe, że umieszcza twarze ludzi związanych z parafią, z konwentem. Już parę znajomych twarzy bardzo wyraźnie można rozpoznać. Coś mi wspominał, że gdzieś tam też do mnie ma miejsce... no to jestem ciekawy. Kiedy już będzie gotowe, porobię parę zdjęć, więc będziecie też mogli coś zobaczyć.   

Nasza prokura też nie narzeka na brak roboty. Tym bardziej że przez cały miesiąc będziemy tylko w dwójkę z Oswaldem. Juan Carlom, jeden z pracowników,  przez cały miesiąc odpoczywa i urlopuje. Inaczej musimy teraz rozkładać pracę. Ja w większości siedzę przez cały dzień w biurze, a Oswaldo biega, jeździ, szuka i załatwia wszystko w mieście. Gorzej w następnym tygodniu. Ja muszę pojechać aż na dwa różne spotkania do Cochabamby, zostanie więc prawie cały tydzień sam. Ale jakoś to przeżyje. Jutro wieczorem ruszam więc do Cochabamby. Za dnia niewiele będzie czasu, ale myślę, że wieczorami uda mi się czasem spotkać Br. Marka, O. Cezara, no i odwiedzić też naszego Zygę. Br. Marek już od dwóch tygodni uczy się języka w specjalnym instytucie językowym w Cochabambie. Dobrze, że jak na razie sytuacja w Cochabambie się uspokoiła, tak że spokojnie można znów tam pojechać. Jeszcze trzy tygodnie temu miasto zapełnione było tzw. "campesinos", którzy demonstrowali i krzyczeli... choć tak naprawdę chyba sami nie wiedzieli, o co. Szkoda, że musieli zginąć ludzie, wielu było rannych. Czy rząd wyciągnął jakieś wnioski, nie wiem. Czy można wierzyć władzy socjalistycznej…? Ja nie wierzę, bo wystarczająco długo miałem okazje żyć w takim systemie. Jak na razie Prezydent Evo zmienił 7 ministrów w swoim gabinecie, m. in. bardzo negatywnie nastawionego do Kościoła ministra edukacji. Następne tygodnie i miesiące pokażą, czy nowi ludzie będą ciągnąć „"starą linię”", czy też będzie się dziać coś mądrzejszego. Oby!!!  

Była już mowa o pogodzie i o deszczu przy tym wszystkim trzeba wspomnieć znów o kolejnej powodzi. Nie ma ona takiej ogromnej skali jak to co się wydarzyło w ubiegłym roku. Niemniej i tym razem wody Rio Grande wylały i wiele wiosek znalazło się pod wodą. Także na terenie naszego Wikariatu. Tym razem tereny Parafii El Carmen zostały w szczególny sposób dotknięte tą katastrofą. Znów namnożyło się osiedli namiotowych, wielu ludzi straciło żywność i nawet zwierzynę. Są też ofiary w ludziach. No i znów nasza Caritas z Wikariatu stara się wyjść ludziom naprzeciw i na miarę naszych skromnych możliwości pomóc ludziom.  

Z tego co wiem, El Fortin, które bardzo mocno dotknięte było ubiegłego roku, było też zagrożone. Ludzie musieli się ewakuować, ale woda jak na razie weszła tylko do ponownie wysuszonego jeziora, które jednak z roku na rok jest coraz płytsze, bo woda nanosi muł, który się osiada. Jest to ryzyko, że woda znów może się rozlać na całą miejscowość. Miejmy nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie.   

W Wikariacie życie toczy się swoim trybem... są radości, nie brakuje smutków. Jednym z nich jest właśnie problem powodzi. Innym, czasem choroby współbraci. Ponad tydzień temu przyjechał w towarzystwie jednej ze sióstr z Ascención nasz Senior w Wikariacie O. Waldemar. Czuł się bardzo słabo, więc chciał sobie porobić badania. Gdy w ubiegłą niedzielę nie pojawił się na Mszy św. i śniadaniu, poszliśmy zobaczyć z Br. Diego, co się dzieje. Okazało się, że nasz senior leżał ze spuchniętą nogą i bólem. Pech chciał, że nie było prądu, nie działały telefony, ciężko było znaleźć pomoc. Na szczęście dodzwoniliśmy się tel. komórkowym do lekarza i ściągnęliśmy pomoc. Jeszcze tego samego dnia nasz senior wylądował w szpitalu. Diagnoza - skomplikowane złamanie górnej koniczyny. Następnego dnia operacja... jakieś śruby, płytki itd. Czy nas 84-letni senior będzie jeszcze mógł chodzić...? Zobaczymy. Daj Boże. Na razie wrócił karetką na swoje ukochane Guarayos i jest pod dobra opieka sióstr w ich misyjnym szpitalu w Ascención.  

Radością jest na pewno to, że nasi trzej nowi księża pracują już na parafiach. Każdy na innej. W ten sposób ratują nas w ciężkiej obecnie sytuacji personalnej. Dwóch z nich Ks. Mariusz i Ks. Paweł, świętowało w ostatnich dniach swe urodziny, po raz pierwszy na boliwijskiej ziemi. Życzymy im, by się dobrze u nas zadomowili i czuli się dobrze. Wczoraj w San Julian Biskup Antoni udzielił święceń diakonatu dwom naszym diecezjalnym seminarzystom... to też nadzieja i radość dla nas.  

Poza tym to czas wspaniałych owoców!!! Są miejscowe przesłodkie winogrona z Tarija. Które można kupić "taczkami"! Kobiety sprzedające owoce, mają często wszystko naładowane na taczce i na handelek. Są też brzoskwinie różnego rodzaju, śliwy... aż sok spływa gesty jak miód. Co, narobiłem Wam smaku? To trzeba przyjechać do Boliwii i spróbować. To należy też do radości boliwijskich.   

Polecam Wam wszystkim te nasze radości i smutki, byście w swoich modlitwach pamiętali też o nas. Życzę Wam dobrego czasu, by ta zima, której tak wszyscy wyglądali, nie była teraz za ostra i zbyt niebezpieczna. Żeby już takich silnych wichur nie było. Nawet w naszej telewizji widziałem skutki wichur tak w Polsce jak i w Niemczech. Uważajcie na siebie...   

Z Bogiem
Tarsycjusz ofm





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: poniedziałek, 05 Stycznia 2009
© 2006-2008 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net