English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Santa Cruz III Advent - 2006

W dzisiejszy niedzielny poranek przywitało nas zachmurzone niebo i (Bogu dzięki!!!) lekkie ochłodzenie. Tzn. temperatura gdzieś w granicach 26 st. C. Ostatnie dni były bardzo gorące, temperatury często przekraczały 35 st. C, do tego prawie 100 % wilgotności powietrza. Pogoda dobra dla miłośników… sauny, ale ciągła sauna czasem może już być męcząca. Cieszę się więc tym małym przerywnikiem w gorącym boliwijskim lecie. Przynajmniej jeden dzień, kiedy nie trzeba włączać wentylatora. Druga niespodzianka dzisiejszego poranka to… brak prądu od kilku godzin. Pewno jakaś awaria w mieście. Czasem się nie dziwię, widząc kable i łącza na slupach, zastanawiam się, że ta cała wielka prowizorka w ogóle jeszcze funkcjonuje. Miejmy nadzieję, że uporają się wkrótce… inaczej wszystko z lodówek zacznie nam wypływać. Sam korzystam na razie z dobroci techniki, czyli z baterii w komputerze.

Po wczorajszej dość meczącej drodze na wikariat i z powrotem, myślałem dziś rano trochę dłużej pospać, niestety nasz O. Prowincjał Martin, z którym wspólnie wczoraj przebywałem w wikariacie... obudził mnie już skoro świt, by mi tylko obwieścić, że... nie ma prądu. Hmmm. No cóż... a już sobie myślałem... Msza św. o 11.00, więc pośpię...?! Nie ma złego, co by na dobre nie wyszło, dzięki temu siedzę teraz przy klawiaturze.

Sporo się działo w tych ostatnich dwóch tygodniach, aż trudno to ująć jakoś w paru słowach. Postaram się jednak jakoś to pozbierać. Taki to czas... Adwent, i jak wszędzie, tak i tu czasem aż za dużo gonienia przed świętami.

Dla mnie był to czas nadrabiania wielu zaległości. Po ponad 3-miesięcznej nieobecności nazbierało się sporo spraw w prokurze, którym trzeba było się przyglądnąć, przejrzeć całe sterty „papierów” itd. Jeszcze ze wszystkim nie jestem gotowy, ale jak to mówią Boliwijczycy… poco, poco. Jakoś pomału wróci wszystko znów do normy.

W naszym domu sporo zmian, remontów, pracowników. Do tego sporo gości - współbraci z terenów misyjnych, którzy przyjeżdżali załatwiać sporo spraw, przy okazji porobić też zakupy przedświąteczne. Trudno więc było mówić o spokoju w domu, w biurze. W ostatnich dniach byłem na dodatek jeszcze sam w biurze, moi współpracownicy mieli parę dni urlopu… więc mój pokój służył mi tylko do spania w nocy.

Przez parę dni przebywał też w mieście nasz „nowy” czyli br. Marek. Musiał pozałatwiać sobie m.in. sprawy wizy pobytowej. Nieraz dopiero wieczorem mogliśmy się na chwilę spokojniej spotkać. Marek, myślę, że czuje się tu u nas dobrze i pomału będzie wchodził w realia boliwijskie. Podobnie zresztą też nasi trzej nowi księża z diec. tarnowskiej. Na razie jeszcze poznają Wikariat, odwiedzają parafie i różne nasze tereny. A po Nowym Roku już chyba wiadomo będzie coś bardziej konkretnego, mianowicie gdzie będą pracować.

Dwukrotnie przebywałem w tych dwóch tygodniach na naszym wikariacie. Końcem ubiegłego tygodniu załadowany pocztą pojechałem do Concepción i na Guarayos do Ascencion. Towarzyszył mi O. Cezar z Cochabamby, który przez parę dni przebywał w Santa Cruz. W Concepción miałem okazję przeżyć, po raz już kolejny, święto patronalne naszej katedry. Katedra poświęcona jest Niepokalanemu Poczęciu NMP. Jak zwykle tłumy ludzi, piękna barwna procesja, sporo ludzi, także z wszystkich okolicznych wiosek. Świętowano mocno, do późnych godzin nocnych słychać było muzykę. Rano budziło nas… wojsko, które w pobliskich koszarach odbywało swoją musztrę. Sporo nas tam było “polskojęzycznych”, od Biskupa i O. Pedra (gospodarzy) począwszy, ale także br. Marek, nasi nowi księża, no i ja z Cezarem. Było więc radośnie i wesoło. Z Concepción jeszcze na krótko do Ascencion (prawie 300 km) i wieczorem wróciłem szczęśliwie do Santa Cruz.

Sytuacja polityczna w Boliwii jest bardzo napięta. Całe Oriente - cztery departamenty coraz bardziej upominają się o autonomię. Boliwia jest podzielona. Brak zgody, ludzie Oriente czyli u nas, nie zgadzają się z polityką obecnych rządzących. Partia socjalistyczna MAS coraz bardziej próbuje manipulować całą polityka kraju. A to przecież nic nowego dla nas... życie w czasach komunizmu mamy jeszcze dobrze w pamięci. Co znaczy siła, odczuwaliśmy to 13.12.81 roku, kiedy to rozpoczął się stan wojenny… Obecnie i tutaj na Oriente dochodzi do wielkich protestów. W piątek miał miejsce tu, w Santa Cruz, potężny pokojowy wiec na rzecz autonomii. Uczestniczyło ponad milion ludzi. Także w innych departamentach zbierali się ludzie. Nie obeszło się bez incydentów i to na terenie naszego wikariatu. W miejscowości San Julian, której ludność jest napływowa z terenów gór - w większości ludzie partii MAS czyli zwolennicy obecnego rządu, zablokowali główną drogę, nie pozwalając tym samym na przejazd wielu autobusom zdążającym na wiec do Santa Cruz. Doszło, niestety, do starć między ludźmi. Mówi się o około 20 rannych, zdemolowanych zostało wiele autobusów, samochodów. Niestety zaatakowano ludzi... którzy udawali się na pokojowy wiec. Długo nie trzeba było czekać na reakcję... Ludzie wrócili do swych miejscowości poirytowani. Doszło do podpaleń siedzib MAS, ataku na sklepy „kolii” czyli ludzi z gór. Sytuacja jest obecnie dosyć napięta. Miejmy nadzieje ze cały ten problem rozwiązany będzie drogą pokojową.

Wczoraj gdy około 5.00 rano wyjeżdżałem z O. Martinem, naszym prowincjałem, do San Ramon (ok.180 km od Santa Cruz), nie byliśmy pewni, czy przejazd będzie możliwy. Im bliżej byliśmy San Julian tym więcej uświadamialiśmy sobie, co działo się dzień wcześniej. Ścięte drzewa na poboczu dróg, ślady po spalonych oponach, pełno zbitego szkła, kamieni, szczątki spalonych samochodów... taki był smutny widok San Julian. Na szczęście przejazd był już możliwy.

W czasie naszego spotkania z komisją ekonomiczną wikariatu, z biskupem Antonim w San Ramon często słyszeliśmy glosy, strzały z petard, niepokój wśród ludzi. Po spotkaniu w San Ramon jeszcze dalej droga aż do San Javier. A potem powrotna droga do Santa Cruz. W kilku miejscowościach było widać skoncentrowane spore grupy ludzi… Miejmy nadzieję, że władze Boliwii… zaczną też rozmawiać i respektować ludzi Oriente. Żyjemy tą nadzieją… tym bardziej że przed nami najbardziej pokojowe święto - Bożego Narodzenia. Oby ta nadzieja wypływająca z tego żłobka, była też źródłem nadziei na lepszą Boliwię.

Tego życzę nam tu w Boliwii na ten ostatni tydzień Adwentu, a Wam jeszcze też dobrego przygotowania na te piękne święta.

Z pozdrowieniami

Tarsycjusz

PS. W ostatnich dniach wydałem prawie 600 USD, które przy różnych okazjach otrzymałem w czasie urlopu od wielu na pomoc ludziom chorym, na opłatę operacji itd. Na pewno dzięki Waszej pomocy pomogliście tym samym niektórym chorym w Boliwii. Nadal z Waszej pomocy, którą otrzymywałem w czasie urlopu będę jeszcze pomagał chorym i biednym, wcześniej przekonując się, że na pewno takiej pomocy potrzebują. Tych, którzy dali mi ofiary na dzieci, chcę zapewnić, że wiele dzieci teraz na święta będzie też miało choć małą radość dzięki Waszym gestom. Bóg Zapłać!!





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: niedziela, 13 lipca 2008
© 2006-2008 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net