|
Santa Cruz 06.08.06
"Zimowe" dni boliwijskie przypominają w ostatnim czasie raczej gorące upalne lato. Temperatury w ciągu dnia często przekraczają 30 st. C. Także dzisiejsza niedziela jest bardzo słoneczna i ciepła. To już ostatnia niedziela przed moim wyjazdem do Europy. Chcę więc krótko pozdrowić jeszcze wszystkich z dalekiej Boliwii, a myślę, że wkrótce z wieloma będę mógł się spotkać i pozdrowić osobiście. Myślałem, że przed południem wykorzystam czas na pisanie... a tymczasem "wylądowałem" w kuchni. Nasza kucharka nie zjawiła się dziś w pracy... no i trzeba było szybko "zaskoczyć". Trudno, by domownicy zostali bez obiadu... tym bardziej w dzisiejszą niedzielę i święto. Coś więc przygotowałem na niedzielny stół. A dziś mamy podwójne święto. Pierwsze to Przemienienia Pańskiego, przy którym myśli wracają często do Góry Tabor. Dwukrotnie dane mi było tam przebywać i modlić się w tym pięknym miejscu. Dziś niepokojące wieści z Ziemi Świętej, zasmucają i skłaniają na nowo do modlitwy o pokój w tym regionie. W Boliwii dziś święto narodowe. Zaczęto już więc świętować wczoraj, także całą noc słychać było wokoło głośną muzykę. A potrwa to jeszcze i jutro cały dzień. W Boliwii kiedy jakieś święto wypada w niedzielę, także poniedziałek pozostaje jeszcze dniem wolnym. Trzy dni świętowania... ufffff. Najwięcej daje się to odczuć nocą... Ale co kraj to obyczaj. Dziś w stolicy Boliwii - Sucre prezydent podpisał dokument o utworzeniu nowej konstytucji, która ma być według niego i jego partii bardziej sprawiedliwa dla ludności indiańskiej - etnicznej Boliwii. Zobaczymy... oby. Ale skoro ma to w większości tworzyć partia socjalistyczna, to czego się można spodziewać. I tak już wystarczająco bałaganu jest wszędzie.
Dla mnie osobiście dzisiejszy dzień to też wspomnienie śmierci mojego taty. Odszedł do Pana właśnie w święto Przemienienia Pańskiego 2000 roku. R.I.P.
Minione tygodnie to czas rzeczywiście intensywny. Wiele zajęć w prokurze, w domu, wszystko jakoś chce się dograć przed wyjazdem na urlop. Do tego jeszcze różne spotkania, tak tutaj jak i poza Santa Cruz. W ostatnim czasie dwukrotnie trzeba było jeszcze zajechać do Cochabamby. Nie brakowało wyjazdów na nasz Wikariat.
Mamy też odwiedziny w Boliwii. Jest od dwóch tygodni u nas O. David z Grafrath. Wkrótce dane mu będzie też wkroczyć na drogę misjonarską. Wyjeżdża do pracy w Kazachstanie. Cieszę się wraz z nim, że może realizować plany swojego serca. Życzę mu błogosławieństwa Bożego na misjonarskiej drodze!!! A na razie... nabywa pierwszych doświadczeń misyjnych tu w Boliwii.
Razem z nami wszystkimi objeżdża trochę nasz Wikariat, nasze redukcje pojezuickie, nasze misje. A także inne regiony Boliwii jak Cochabambę, La Paz, Copacabanę, Titicaca. Myślę, że wróci jutro zdrowy z tych wysokich gór. Dla mnie to zawsze "męczarnia". Jakoś nie kochają mnie wysokie góry. Potem jeszcze trochę Santa Cruz. Jutro przywitamy naszych "Skrzydłów" wracających z urlopu. We wtorek pożegnamy odlatującego biskupa Antoniego... a potem już obydwaj razem w czwartek też ruszymy do Europy. Z biskupem Antonim wkrótce spotkam się w Europie i przez ponad 3 tygodnie będziemy wspólnie "służbowo" w drodze. W ostatnich dwóch tygodniach jedni wrócili już z urlopów, a innych (także mnie) jeszcze to czeka. Nie brakowało problemów, bo nie zawsze docierały walizki na czas. Na szczęście po kilku dniach jednak znalazły się u właściciela. Także David czekał na walizkę aż 5 dni. No cóż... tak to jest w Boliwii. Niedawno zaczęła przychodzić poczta z... marca i kwietnia, w większości życzenia Wielkanocne... Alleluja! Ale już parę dni później poczta zaczęła strajkować... i ostatnie dni znów jesteśmy bez poczty. Dobrze, że jeszcze działa Internet.
A skoro już mowa o misjach... to cieszy mnie ogromnie wiadomość, że nasz śląski współbrat z Otmętu - O. Sebastian Unsner pracujący wiele lat w Kenii i w Malawi został wybrany nowym franciszkańskim prowincjałem prowincji afrykańskiej z siedzibą w Nairobi. Cieszy mnie to tym bardziej, że znam się z Sebastianem od lat, jeszcze z czasów, kiedy nie byłem w zakonie (a jestem już 23 lata), razem byliśmy w Nysie, a potem razem z O. Flavianem odwiedziliśmy go w 2002 roku właśnie w Malawi w Afryce. Były to niezapomniane chwile, które w jakimś stopniu zdecydowały o naszym (moim) wstąpieniu na drogę misyjną. Mnie dane jest to już realizować. Inni ciągle mogą to na razie nosić w sercu, ale Boliwia czeka nadal!!!
Drogi O. Sebastianie, najlepsze gratulacje i wiele Błogosławieństwa Bożego w tym Twoim nowym zadaniu. Niech Pan Ci Błogosławi!!!
Wiele Twoich słów, rad z Twojego doświadczenia służy mi pomocą tutaj na misjach. Na pewno nauczyłem się od Ciebie i od wielu misjonarzy patrzeć na Kościół, Zakon, na potrzeby ludzi, w szerszym spojrzeniu.
Tym listem chcę na razie zakończyć moje "niedzielne pozdrowienia" z Boliwii, które starałem się z w miarę moich możliwości regularnie przesyłać. Myślę, że po moim urlopie będę miał chęć i czas do ponownego stukania na klawiaturze.
Tak więc od 10.08. do 24.11. 06 jestem nieobecny w Boliwii. Jak Pan Bóg pozwoli, to znów tu w listopadzie powrócę. Były inne plany, nadzieje związane z urlopem i powrotem... Pozostaje nadzieja. Na razie cieszyć się będę odpoczynkiem, być może będzie okazja się spotkać.
Pozdrawiam wszystkich!
Z Bogiem!!!
Tarcisio ofm
PS. Będę starał się w miarę możliwości regularnie "zaglądać" do mojej poczty elektronicznej. Jeśli więc ktoś będzie chciał coś napisać, lub się skontaktować, to najlepiej właśnie przez e-mail. Proszę jednak, by nie wysyłać zdjęć, lub długich innych wiadomości. Bo może mi to "zapchać" skrzynkę, gdy przez parę dni nie będę zaglądał.
|