|
Santa Cruz 02.07.2006
Tegoroczna boliwijska "zima", czyli pora sucha na razie jest bardzo łagodna. Wbrew oczekiwaniom, takich prawdziwych zimnych dni na razie nie było za wiele. Częściej utrzymuje się słoneczna pogoda i temperatury ponad 20 st. C. Co dla nas jest akurat w sam raz. Ważne, że nie jest za gorąco. A noce są całkiem przyjemne. Ale "sury" na pewno jeszcze przyjdą i będziemy trochę marznąć. Jesteśmy dopiero w środku zimy. Opadów coraz mniej i widać, jak roślinność coraz bardziej wysycha. Drzewa liściaste w większości są już bez liści. Jedynie palmy są trochę trwalsze... Pomału wysycha trawa, roślinność, zmienia się krajobraz. W tym tygodniu byłem w Concepcion, więc po drodze mogłem obserwować zmieniającą się obecnie przyrodę. Trzeba pamiętać, że mieszkamy tu w tropiku i w porze deszczowej jest roślinność bardzo bogata i zielona. No i robactwa wtedy też nie brakuje. Owady i wszystko co się da wychodzi na zewnątrz. Czasem ma się więc "nieproszonych" gości w pokoju. Ale tylko czasem i to najczęściej w lecie, kiedy się otwiera co się da, by jakoś przetrzymać niesamowity gorąc. Teraz... jest spokojnie, czasem tylko jakiś komar zabłądzi, ale nie ma wtedy długiej przyszłości przed sobą.
Dziś bardzo spokojnie wszędzie, nie słychać żadnego ruchu z ulicy. Także w nocy wyjątkowo dziś nie było głośnej muzyki. A to za sprawą wyborów. Gdy są wybory, jest generalny zakaz dla całej komunikacji publicznej. Tzn. nie jeżdżą samochody, autobusy... najwyżej za szczególnym pozwoleniem. O takie trzeba było się też starać, by dojechać do kaplic i kościołów naszej wielkiej i rozległej parafii. Wszyscy z zainteresowaniem obserwujemy dzisiejsze wybory. Poprzedziła je wielka kampania partii politycznych. Chodzi o zmianę konstytucji. Od kilku miesięcy mamy nowego Prezydenta wybranego z ludności tutejszej - indiańskiej. Jego partia i on sam bardzo sympatyzuje z polityką Kuby i Wenezueli. Przywódcy tych państw wielokrotnie solidaryzowali się w ostatnim czasie z Boliwią, wręcz wtrącali się do wewnętrznej polityki Boliwii. Cały region - Departament Santa Cruz ubiega sie o autonomię. W środę odbyła się wielka manifestacja popierająca autonomię. Na ulice wyszło ponad 500 tys. ludzi z Santa Cruz. Ludzie z Santa Cruz i departamentów Oriente są przeciwni polityce nowego prezydenta. Ludzie gór popierają znów prezydenta, bo jest ich człowiekiem.
Praktycznie dzisiaj się rozsądzi, czy kontynuowana będzie polityka demokracji, mimo że jest ona jeszcze bardzo słaba i niedojrzała, czy skłaniać się będziemy politycznie ponownie ku socjalizmowi, który, no niestety, nie sprawdził się na razie, można powiedzieć, nigdzie. Nie brakowało w ostatnich tygodniach propagandy, manipulacji... znamy to przecież z doświadczenia w Polsce. No nic, musimy odczekać... następne dni pokażą, jak potoczą się dalsze losy Boliwii. Proszę Was, nie zapominajcie w swoich modlitwach też o Boliwii. Kraj potrzebuje jedności i pokoju.
Polityka polityką, a nasze codzienne życie, nasza praca musi się dalej toczyć. Teraz w czasie wakacyjnym, gdy sporo ludzi brakuje, czasem pojawiają się problemy, by podołać ze wszystkim, ale każdy robi, co może. Często tam, gdzie nie ma księdza, nabożeństwa prowadzą siostry, bracia albo katechiści. Także w naszej wielkiej parafii w Santa Cruz do dyspozycji jest obecnie jedynie dwóch kapłanów. W wielu kaplicach odprawia się Msze św. tylko co dwa lub trzy tygodnie. Podobnie w naszym Wikariacie. Ludzie to rozumieją... I tak każdy czasem pracuje ponad swe możliwości. Ruchu w naszej prokurze też nie brakuje. Wielu ze względu na pracę nie ma czasu nawet zajechać do miasta... trzeba więc zaopatrzyć ludzi we wszystko, co potrzebne. W ubiegłym tygodniu zapakowany pocztą i innymi rzeczami ruszyłem na Wikariat, by wszystkim parafiom na trasie Santa Cruz - Concepcion (300 km) rozwieźć, co potrzeba. Przy okazji dwóch franciszkanów konwentualnych, Polak i drugi z Hondurasu, zabrało się ze mną do Concepcion. Dla Marka pracującego w jednej z parafii Santa Cruz był to mały przerywnik od codzienności, a dla jego współbrata z Hondurasu było to okazją poznać nasze misje i słynne redukcje pojezuickie. A że zajechaliśmy w wigilię św. Piotra i Pawła do Concepcion, trafiliśmy na urodziny i imieniny naszego P. Pedra. Posiedzieliśmy więc też przez dwa wieczory w bardzo radosnym nastroju. Siostry Meksykanki nie tylko zabawiły nas śpiewem i muzyką meksykańską, ale przygotowały też coś ze smakołyków swojego kraju
W drugi wieczór był już z nami Bp Antoni, który wrócił z jednej z trudnodostępnych wiosek, gdzie miał bierzmowanie, chrzty, poświęcenie kaplicy. Była więc wieczorem uroczysta Msza św. w katedrze z dwoma Piotrami. Bo tego dnia dojechał także O. Piotr Nawrot SVD - werbista, słynny muzykolog, któremu towarzyszył prokurator misyjny ojców werbistów O. Tomasz i ekipa telewizyjna z Polski. Było więc większe spotkanie w gronie międzynarodowym: Polska - Niemcy - Meksyk - Honduras - Boliwia. Oczywiście komentowaliśmy też Mundial, typując kto wejdzie do finału. Niestety... niektórym się nie udało. Wielu stawiało na Brazylię... a tymczasem, jak już wiemy, Brazylia musi wracać już do domu. Poświętowaliśmy więc trochę urodziny i znów następnego dnia każdy wrócił do swoich zajęć.
Nadal mamy problemy z naszymi i nie tylko już naszymi liniami lotniczymi. Ostatnio sporo się komplikuje także przez problemy brazylijskiej linii lotniczej VARIG. Wielu ludzi przez kilka dni nie mogło się ruszyć z Boliwii, także niektóre nasze siostry wyjeżdżające na urlop. Dotąd najbardziej ufało się w Ameryce Południowej tym właśnie liniom, a tymczasem okazuje się, że stoją na granicy bankructwa. Niedługo nie będzie czym łatać. Na razie jeszcze w miarę pewny jest boliwijski AEUROSUR. Jak długo? Inna linia boliwijska LOYD też jest w kłopotach. Gdy wracałem przed dwoma tygodniami z Cochabamby ze spotkania Komisji ekonomicznej naszej boliwijskiej prowincji, do której mnie niedawno powołano, z niepewnością czekaliśmy na wylot samolotu, ostatecznie jednak koło północy po 4 godz. opóźnienia wystartował do Santa Cruz. Tak więc jakakolwiek podróż w Boliwii... czy to lądem, czy powietrzem jest zawsze przygodą. Najciekawsze było to, że ja jeszcze się trochę denerwowałem tym czterogodzinnym opóźnieniem, ale Boliwijczycy... byli bardzo spokojni. Jakby to po prostu już była normalność. Czasami są też inne przygody. Taką "niespodziankę" przeżył przed paroma dniami nasz Bp Antoni, gdy z biletem w ręku został stać, bo jego wieczorny samolot do Sucre wyleciał sobie już... rano. Ale co zrobić, z tym trzeba żyć już w Boliwii, nie przejmować się, a najlepiej brać to na wesoło i tyle.
Słyszałem, że w Europie upały prawie tropikalne. No to trochę odczuwacie, co znaczy gorąc i ciepło. A gdy jest jeszcze wysoka wilgotność powietrza... to już naturalna sauna gotowa. Ale w końcu to lato i czas wakacyjny, więc powinno być ciepło. Czyż nie?
Życzę tym, co udają się na wypoczynek miłego czasu, odpoczynku, nabrania nowych sił na resztę dni tego roku. Niech Boża Opieka Was prowadzi po wakacyjnych drogach, a św. Krzysztof, patron kierowców, czuwa nad prowadzącymi. Pozdrawiam odpoczywających misjonarzy!!! Wkrótce, bo gdzieś za jakiś miesiąc, myślę, że też będę mógł zacząć pakować walizkę.
To do zobaczenia z wieloma... i z Bogiem!!!
Tarsicio Josef Lamik OFM
|