English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Niedziela Palmowa - 2006

Tyle co chciałem zacząć te moje niedzielne pisanie... zapatrzyłem się jednak trochę przez moje okno. Przy samym oknie rośnie spory krzak hibiskusa, który kwitnie przez cały rok ładnymi różowymi kwiatami. Te kwiaty są chyba ulubionym nektarem dla małych kolibrów, których sporo się zawsze tu wokół niego kreci. Właśnie zainteresowała mnie parka tych małych sympatycznych kolorowych ptaków. Jak sprawnie potrafiła tymi swoimi długimi dzióbkami wyszukiwać nektar, penetrując kolejne kwiaty. Tak mi się to spodobało... że zapomniałem na chwilę o pisaniu i o komputerze. Fajny jest ten świat z tą swoją piękną przyrodą, która niestety coraz bardziej się niszczy także i tutaj. Boliwia ma naprawdę piękną przyrodę, każdy rejon jest inny. Trochę smutne, że wiele z tej przyrody pada ofiarą człowieka. Czasem jest to z konieczności, ale częściej z chęci posiadania, albo niestety z powodu bezmyślności... człowieka. Giną lasy, wymiera zwierzyna, zmienia się krajobraz, klimat. Rzeki wylewają, nie mając swych naturalnych środowisk, gdzie dawniej wylewając, nie zagrażały nikomu.

Dlatego ciągnie się nadal problem powodzi w naszym Wikariacie. To już trzy miesiące, a woda ciągle na nowo zalewa El Fortin, jak i inne wioski i osiedla. Od trzech miesięcy ludzie mieszkają w namiotach... Dalej nikt nie wie, co będzie dalej. Wyjątkowe są też tegoroczne opady. Po kilku latach skromnych w opady, tego roku natura wody nam nie żałuje. Mówią miejscowi, że w kwietniu to już rzadko kiedy by mocno padało. A tymczasem... prawie dziennie deszcz. A jak już w tropiku leje, to naprawdę porządnie. Widzę to tu u nas w domu... kanały odprowadzające wodę nie nadążają... woda się zbiera i zalewa często całe nasze wewnętrzne wirydarze. Na szczęście, dom jest nieco wyżej i do wnętrza woda nie wchodzi. A przy takim deszczu... co się w mieście dzieje! Wszystko w wodzie... w centrum są kanały do których teoretycznie ma ta woda spływać, ale najczęściej spływy do nich są zatkane... woda rozpływa się na ulice. Większe samochody jadą jak po rzece. Mniejsze często nie mogą przejechać, a peryferia miasta to już tragedia. Tam nie ma asfaltu, nie ma kanałów, domy nie są solidne... Wszystko więc w wodzie, nie dojeżdża żaden autobus, żaden samochód. Dzieci nie docierają do szkół, chyba że idą wpław przez wodę, wielu ludzi nie dociera też do miasta do pracy. To widzimy też nieraz po naszych pracownikach... mówią mi często "bracie, nie ma jak się z domu wydostać". Takie to są uroki wielkiego, ale niestety niezorganizowanego miasta Santa Cruz. Podobnie dzieje się też w innych miastach boliwijskich. I trzeba lat, żeby to jakoś zorganizować i usprawnić. Ale kto to ma robić...? rząd tym się nie przejmuje.

Myślę, że pomału dla tego wybranego z wielką "glorią" rządu, kończą się też różowe czasy, kiedy to ludzie obsypywali nowego prezydenta kwiatami... Teraz przychodzi czas, że będzie musiał się wykazać, jak będzie realizować swoje wielkie obietnice z kampanii przedwyborczej. Na razie w kraju coraz więcej nowych problemów, strajków, znów blokad dróg. Blokowana jest np. główna droga z Argentyny... od tygodnia stoją więc z towarem setki ciężarówek. Zaczyna być problem z dieslem, który też przywożony jest z Argentyny. A jak nie ma paliwa... to ceny idą w gore. Widzę to, bo prawie dziennie rano robię zakupy dla domu. Poszły już w górę ceny owoców, warzyw... szczególnie tych przywożonych z innych regionów, lub z sąsiednich państw.

Głównym jednak problemem na dzień dzisiejszy, o czym pisze prasa, mówią środki masowego przekazu, to problem boliwijskich linii lotniczych LAB. Firma istniejąca ponad 80 lat, dająca jakby nie było kilku tysiącom ludzi pracę, zbankrutowała. Nie tylko piloci, obsługa samolotów, ale też cały personel techniczny naziemny, cały administracyjny został... na ulicy. Nikt z firm krajowych nie jest w stanie zainwestować w firmę, także państwo. Zaś dla inwestorów zagranicznych sytuacja polityczna i społeczna bez konkretnej stabilizacji nie jest obecnie w żaden sposób korzystna i życzliwa. Oj, ta nasza Boliwia... Quo vadis???!

Ale dziś niedziela Palmowa... więc od rana przez ulice miasta z palmami, takimi prawdziwymi, nieraz wielkimi, zdążali ludzie do kościołów, kaplic. Zawsze w Niedzielę Palmową jest wyjątkowo dużo ludzi w kościołach. Tak właściwie w ten Wielki Tydzień zaczyna się w Boliwii prawdziwy czas Wielkiego Postu. W ubiegłym roku przeżywałem piękną Niedzielę Palmową z barwną procesją w Concepcíon. Był wtedy O. Flawian z grupką ludzi ze swej parafii. Przeżywali to bardzo i zabrali nie tylko wspomnienia, ale i piękne zdjęcia do siebie, do Bawarii. W tym roku jestem u nas... w trochę innej atmosferze.

Od kilku tygodni dzieje się u nas sporo. Jak już wspominałem, powiększamy tę naszą już 50-letnią zasłużoną kaplicę. Po prostu jest już za mała. Jak wiecie, ogólnie parafia ma blisko 100 tys. ludzi, razem jest 16 kościołów i kaplic. Ale to właśnie ta kaplica tu przy naszym konwencie jest tym zalążkiem, od niej się wszystko zaczęło. Ogólnie, nie będzie ona i w przyszłości bardzo wielka... ale pomieści więcej ludzi, będzie bardziej przestrzenna, więcej będzie tu można robić. Chcemy, by ta kaplica "matka" tej potężnej parafii, nabrała więcej życia. Spieszymy się, bo 13.06. na św. Antoniego świętujemy 50-lecie parafii, chciałoby się już mieć ją do tego czasu chociaż pod dachem... a, jak to mówią, "kosmetykę" zrobi się później.

Zobaczymy, na razie ciągle deszcze utrudniają pracę. A na razie postawiliśmy zadaszenie, właściwie taką prowizoryczną halę, która służy i jako kaplica i jako miejsce spotkań, szkoleń itd. Ciepło jest, a najważniejsze, że nikt nie musi moknąć. Dziś więc w tej prowizorycznej kaplicy świętowaliśmy Niedzielę Palmową.

W Wikariacie, na naszych parafiach wygląda znów wszystko zupełnie inaczej. Wielki Tydzień ma swój szczególny charakter. Z pięknymi procesjami, pieśniami, modlitwami często w językach miejscowych. Ludzie pielęgnują pewne tradycje jeszcze z czasów redukcji jezuickich. Mimo że prawie 200 lat minęło od wygnania Jezuitów do pojawienia się pierwszych Franciszkanów, te tradycje były pielęgnowane. Wielu turystów na ten czas przyjeżdża do miejsc dawnych redukcji, by uczestniczyć w tych bardzo religijnie przeżywanych, ale też barwnych ceremoniach Wielkiego Tygodnia.

Razem z Osvaldo ciągnąć będziemy jeszcze "prokurę" do czwartku w południe. Większość ludzi z Wikariatu była już w mieście w ub. dwóch tygodniach, więc mieliśmy wielki ruch. Teraz myślę, będzie spokojniej, bo każdy jest na swoich parafiach w Wielkim Tygodniu. Niemniej... na pewno będzie i w te dni co robić.

Zapraszano mnie na ten czas na "campo", czyli w teren, myślę jednak, że zostanę w domu. Tutaj każdy też ma w tym czasie "urwanie głowy". A ktoś trochę musi zadbać o atmosferę świąteczną w domu, do tego są dwaj chorzy już nasi seniorzy. Są jeszcze w miarę samodzielni... ale wiem, że czują się pewniejsi, gdy ktoś jest w domu...

Może... wkroczę w któryś dzień do kuchni i zrobię coś "naszego", będę widział jak z czasem się wyrobię.

A na razie Tobie - Wam życzę głębokiego przeżycia tego Wielkiego Tygodnia, zabierzcie coś do serca z tych dni na cały następny rok. A już w przyszłą niedzielę wiele radości, nie jesteśmy nigdy sami! Chrystus Zmartwychwstał!!!!

Wspaniałych, radosnych świąt Wielkiej Nocy !!!!

Tarcisio OFM - Józek





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: poniedziałek, 21 lipca 2008
© 2006-2008 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net