English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Kartki
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Ognisko Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

IV Niedziela Adwentu - 2005

Na razie jakoś prowizorycznie uporałem się z moimi trudnościami komputerowymi. Mój notebook doprowadzony został na razie do stanu używalności. Niestety klawiatura pozostała już niesprawna. Jedyna możliwość to sprowadzenie z Europy nowej. Jak tłumaczył mi technik – gorąc i wilgoć sprawiają, że żywotność komputerów w Boliwii jest często o wiele krótsza niż np. w Europie. Na razie radzę sobie na zainstalowanej na zewnątrz osobnej klawiaturze. Jakiś czas, mam nadzieję, że mi jeszcze posłuży.

No i jak się już zaczął problem komputerowy to też wszędzie. Także w biurze musieliśmy zmienić komputer...

Ale nie tylko komputery mają swoje awarie. Ja także tydzień temu wróciłem z Wikariatu z dolegliwościami żołądkowymi, które trochę zakłócały moje normalne funkcjonowanie w ostatnich dniach... ale myślę, że pomału jest znów lepiej. „Starzy” misjonarze mówią, że należy to do normalności boliwijskiej. Też tak myślę.

Dziś można już powiedzieć, że dni dzielą nas jeszcze od kolejnych świąt Bożego Narodzenia. Na pewno odczuwa się to w Europie bardziej niż u nas. Sama atmosfera Adwentu... już przygotowuje do tych wielkich dni. Do tego zima, śnieg... na to zawsze czekaliśmy. W klimacie gorącym jest trochę inaczej... Owszem, w mieście coraz więcej ozdób, sztucznych choinek, światełek świątecznych. Sklepy pełne są sztucznych ozdób – od choinek począwszy po kiczowate Mikołajki, szopki itd. – made in China. Próbuje się trochę naśladować inne części świata, bo tak naprawdę nie ma tu tradycji świętowania, jakie my znamy. Trochę to wszystko nienaturalne. Ta żywa choinka w czasie mrozów i śniegu przypominała nam o życiu, sprawiała jakąś atmosferę. Tutaj przecież mamy środek lata, wszystko pięknie kwitnie, jest zielone. Drzewa iglaste można spotkać jedynie w wyższych partiach już na wysokościach powyżej 2000 metrów. Tylko nieliczne gatunki „choinkopodobne” wytrzymują gorąc tropikalny. Już parę razy próbowałem posadzić parę sadzonek przywiezionych z gór... zawsze mi jednak usychały. W naszym wirydarzu mamy jednak jedno drzewko choinkowe i rokrocznie strojone jest ozdobami i światłami choinkowymi. W tym roku poprzestaliśmy tylko na ozdobach, gdyż drzewo co roku jest wyższe i nie ma już jak wejść na samą górę, by zaczepić lampki. Tak więc oświetlona została pobliska palma i pod nią też ustawiona została już szopka i figurki Św. Rodziny. Może bardziej to przypominać będzie prawdziwe Betlejem... Pan Jezus też przecież rodził się bliżej palm niż choinek.

Dzisiejszy dzień jest też bardzo ważnym dniem dla Boliwii. Od rana nie słychać ruchu ulicznego... nie można dziś jeździć samochodami, nie funkcjonuje żadna komunikacja. Powód – wybory. Decydują się dziś losy Boliwii. Jaką drogą pójdzie ten kraj? Tą dotychczasową... bardzo jeszcze kruchą i słabą drogą demokracji ? Czy popieraną, wspieraną przez Kubę i paru innych „życzliwych” przyjaciół drogą socjalizmu? Liderzy tej partii obiecują ludziom „złote góry”, obiecują ziemię, równość, podział wszystkiego... Skąd my to znamy…? Każdy z nas przeżył przecież to „dobro” komunizmu na własnej skórze. Ponoć wszystko to już w Boliwii było, łącznie z dyktaturą... Korupcja, kradzież, uprawa koki – która co niektórych tylko robi bardzo bogatymi, sprawia, że kraj coraz bardziej pogrąża się w biedzie. Ciągle Boliwia i Haiti to dwa najbiedniejsze kraje Ameryki Płd.

Ostatnie dni przepełnione były intensywną kampanią wyborczą. Telewizja, środki masowego przekazu, na ulicach przepełnione samochody – ciężarówki z głośnikami agitowały, by głosować na poszczególną partię. Wszędzie flagi poszczególnych ugrupowań politycznych... aż nie chciało się czasem wychodzić na miasto. Dziś okaże się, czy zaświeci symboliczne słońce nadziei albo nadciągną kolejne czarne chmury na Boliwię. Oby tylko panował pokój w Boliwii.

A cały tydzień minął, jak było do przewidzenia, bardzo pracowicie. Konwent był pełny po ostatni wolny pokój. W większości współbracia z Wikariatu wykorzystywali ten czas do zakupów przedświątecznych. Dużo ich było, że nawet nie chcę wszystkich wymieniać. Ruchu więc też było w Prokurze sporo. Pracowaliśmy na „wysokich obrotach”. Jeszcze parę dni i będzie spokojniej. Po świętach aż do Nowego Roku to dni kiedy prokura jest nieczynna. Trochę będzie można wypocząć. Bo potem zacznie się już na dobre. W najbliższy wtorek ma mieć miejsce już symboliczne przekazanie urzędów w klasztorze. Tzn. od wtorku mam oficjalnie nowego szefa w domu. Ale tak naprawdę każdy jeszcze wróci na stare miejsce, gdyż na święta pracy jest wszędzie pełno. Dopiero po Nowym Roku mój nowy szef na stałe przeniesie się do Santa Cruz. Sam jeszcze nie wiem, czy święta spędzę tu w Santa Cruz, czy pojadę gdzieś na Wikariat. Zaproszenia tu czy tam mam... Jak się zdecyduję, to chyba spontanicznie na ostatnią chwilę. Zawsze zniechęca nieraz parogodzinne siedzenie za kierownicą co nie zawsze jest przyjemnością na boliwijskich drogach i w boliwijskim klimacie.

Na razie w konwencie u nas przebywa jeszcze Bp Antonio. Będzie do wtorku. Od czasu do czasu mamy czas, by usiąść, pogadać o wielu sprawach. Trochę też wspominamy nasze strony, ludzi... bo trudno nie być w tych dniach czasem myślami wśród bliskich, czy w drogich naszemu sercu miejscach.

Do wtorku jest też u nas "tranzytem" O. Cezar. W ub. wtorek pożegnał po prawie 20-letniej pracy swoją parafię w Quijarro na Pantanalu Boliwijskim w tropiku boliwijskim. Teraz czekają go góry – Cochabamba. Tam obejmie obowiązki proboszcza i gwardiana w Hospicio, w centralnie położonej w mieście parafii i konwencie franciszkańskim. Na razie cieszy się najbardziej klimatem Cochabamby, bo jest bardzo korzystny dla nas Europejczyków. Nie za zimno, ale też nie za gorąco. Mam nadzieję, że wyjdzie mu to na zdrowie... z którym już trochę musi być ostrożny.

No to żeby Was tak jeszcze na koniec trochę rozgrzać... U nas temperatury ciągle powyżej 30 st. C. Czasem dojdzie nawet do 40 st. C – oczywiście w cieniu. Wentylator więc działa na pełnych obrotach. Czasem jest bardzo duszno, bo też jest pora deszczowa... więc wilgotność powietrza niemal 100%. Wczoraj wieczorem burza rozładowała trochę niesamowitą duchotę... ufff zaraz lepiej się spało.

Życzę Wam jeszcze, by te ostatnie dni Adwentu... nie tylko były gonitwą, zakupami przedświątecznymi, staraniem się o to czy o tamto... ale by też szło się jeszcze na chwilę „zatrzymać” i pomyśleć o tym, co ma być w tym dniach dla nas najważniejsze... przygotowanie na przyjście Jezusa. Niech On narodzi się na nowo przede wszystkim w naszych sercach...

Z pozdrowieniami

Tarcisio OFM





Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: poniedziałek, 05 Stycznia 2009
© 2006-2008 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net