|
Santa Cruz 20.11.05
Niedziela Chrystusa Króla... ostatnia w tym roku liturgicznym, już wkrótce adwent i tylko patrzeć Bożego Narodzenia. W Europie odczuwacie coraz bardziej zimę, a my odczuwamy coraz bardziej gorące lato. Były już bardzo wysokie upały... na szczęście wczoraj i dziś trochę się ochłodziło. Można więc trochę przy kawie i dobrym swojskim pierniku, który przywiozła Ewelina, popisać. Przy upałach ciężko siedzieć przy komputerze. Dziś spróbuję wrócić do "wydarzeń" ostatnich dwóch tygodni. W ubiegłą niedzielę byłem poza domem, więc nie miałem częstego dostępu do Internetu. Wystarczy wyjechać parę kilometrów za miasto... a już jest się w innym świecie. Zresztą... nawet w mieście, które ciągle się powiększa... rodzą się nowe "dzielnice", gdzie osiedlają się ludzie, gdzie nie ma prądu, wody, telefonu... to dopiero z czasem dochodzi. Albo i nie. Wielu ludzi nie stać na doprowadzenie prądu, a już w ogóle nie ma mowy o telefonie. Nie wszędzie można też poprowadzić linie... bo możliwości są ograniczone.
W ostatnich dwóch tygodniach... sporo, jak zwykle, się działo. Przez miasto "przewijają" się współbracia z Wikariatu, siostry... także Bp Antoni. Każdy ma swoje sprawy do załatwiania. Biskup po całej serii bierzmowań, konsekracji dwóch kościołów, udawał się na całotygodniową konferencję Episkopatu Boliwijskiego do Cochabamby. Wszyscy w Boliwii z niepokojem obserwujemy "kampanię" walki o władzę. Wybory mają odbyć się jeszcze przed Bożym Narodzeniem... choć kto wie? Jeden termin został już zmieniony. Niełatwo w obecnej sytuacji społecznej obradować biskupom... każda z partii chciałaby zyskać sympatię Kościoła, który jest w Boliwii często jedynym jeszcze autorytetem. Nawet ci, którzy otwarcie wyrażają niechęć do Kościoła... szukają przed wyborami kontaktu. Trzeba wiele dyplomacji i ostrożności w kontaktach z boliwijskimi politykami.
Po powrocie z Cochabamby nasz biskup zatrzymał się jeszcze przez parę dni w mieście. Przy okazji mogliśmy załatwić wiele spraw dotyczących funkcjonowania naszej Prokury. Od Nowego Roku będzie nas o jednego mniej. A więc to, co robiło nas czterech... musimy "rozłożyć" na trzech. Ale jakoś sobie poradzimy. Myślimy, patrzymy, szukamy też, gdzie i jak czasem można ograniczyć wydatki, koszta...
Oglądaliśmy z Bp. Antonim zdjęcia przesłane nam z uroczystości jubileuszowej na Górze św. Anny. W czasie tej uroczystości proboszcz rodzinnej parafii naszego biskupa Antoniego, ks. Obst został afiliowany do naszej prowincji zakonnej. Także ks. Salańczyk, dawny proboszcz rodzinnej parafii O. Krystiana. Gratulacje dla afiliowanych "współbraci" także z dalekiej Boliwii.
W czasie kiedy biskup Antoni przebywał w Cochabambie i tu w mieście... w Concepción, gdzie ma siedzibę, doszło do pewnych konfliktów i problemów między ludźmi. Zawsze na ogół problemem jest ziemia. Ludzie wchodzą na ziemię... i chcą "zmusić" właścicieli, by oddali im tę ziemię... grożąc protestami, blokadami itd. Czasem ciężko dojść do jakichś porozumień... zawsze jest strach, by nie doszło do przelewu krwi. Często biskup (Kościół) musi pomagać w szukaniu jakichś kompromisów... Chyba i tym razem udało się na razie na jakiś czas załagodzić konflikt.
Biskup Antoni jest już znowu w drodze po Wikariacie... Jeszcze nie dotarł do domu. Bierzmuje... na Guarayos. Wczoraj na jednej z wiosek należących do Ascencion..., dziś o tym czasie w Yaguaru - wiosce, którą dotknął parę tygodni temu pożar, pozbawiając kilkadziesiąt rodzin dachu nad głową. Na pewno dzisiejszy pobyt Biskupa będzie okazją też, by porozmawiać o pomocy dla tych ludzi.
Po długim czasie zawitał do miasta też O. Reinaldo - jeszcze proboszcz w Concepcion. Ale już wkrótce nowy proboszcz i gwardian tu u nas, w św. Antonim. O. Reinaldo opuści po 26 latach Concepción. Niełatwe zadanie go czeka... Prawie stutysięczna miejska parafia z 16 kaplicami, wielkimi peryferiami... Klasztor też już prosi się o remonty, przebudowy... brakuje właściwie kościoła parafialnego. Zdaje sobie dobrze sprawę z niełatwego zadania... ale myślę, ma już doświadczenie. Na razie zapoznał się trochę z parafią, otoczeniem... i wrócił do Concepción. Zmiany nastąpią oficjalnie dopiero w styczniu. Mam nadzieję, że będziemy w dwójkę dobrze współpracować, bo przyszło mi być tu w domu jego zastępcą i ekonomem.
W Boliwii przebywają jeszcze goście Br. Feliksa - rodz. Klimek. Trochę jeżdżą, odwiedzają, poznają nowe strony. Są teraz na Jeziorze Uiuni... największym na świecie jeziorze solnym. Ciekawy jestem ich wrażeń... bo sam nigdy tam nie byłem. Po pierwsze jest na wysokości ponad 4000 m n.p.m., a mnie takie wysokości nie za bardzo służą. Po drugie jest to dosyć daleki i nieco skomplikowany teren do dotarcia. No zobaczymy. Niewiele czasu im już pozostało. W środę wylatują już z powrotem do Europy. Mam nadzieję... że zadowoleni. Jutro przyjadą do Santa Cruz i już do odlotu pozostaną tutaj.
Także mnie udało się "wyrwać" na parę dni z miasta. Pojechałem jeszcze odwiedzić O. Cezara nad brazylijską granicą. Jest tam już ostatnie tygodnie. W grudniu opuszcza po prawie 20 latach pracy ten piękny, ale niesamowicie gorący, tropikalny teren Pantanalu i udaje się do pracy w góry... do Cochabamby. Tam na pewno będzie mógł odpocząć od gorąca w dużo łagodniejszym klimacie. Ale pracy mu nie braknie. Obejmuje parafię jako proboszcz i konwent jako gwardian jednego z najbardziej centralnie położonych kościołów w mieście. Na miejsce O. Cezara przychodzi już miejscowy ksiądz diecezjalny...
Przy Brazylii... a czasem w Brazylii spędziłem tych parę dni... czasem pocąc się niesamowicie przy upałach 38 st. C w cieniu, ale czasem chłodząc się też w czystych wodach rzek... naturalnie z dala od kajmanów..., których w tej okolicy jest tysiące. Odwiedziłem też O. Eugeniusza, zobaczyłem też nowo budujący się klasztor i kościół w Puerto Suarez. Chyba już po Nowym Roku współbracia austriaccy przeniosą się do nowego konwentu.
Lokalny samolot wojskowych linii lotniczych TAM, którym chciałem wrócić do Santa Cruz nie przyleciał..., więc, chcąc nie chcąc, musiałem przedłużyć mój pobyt o dwa dni. Ale w środę wieczorem znalazłem się znów w Santa Cruz.
Cóż by jeszcze Wam napisać...
W ubiegłą niedzielę świętował swoje urodziny O. Felix (Stani)... byli współbracia z okolicy, byli goście br. Feliksa... nie było mnie. Ale nie zawsze trzeba być wszędzie.
We wtorek Austriaczka, S.M. Gabriela świętowała w Ascencíon swoje 80. urodziny. Przebywa w Boliwii już kilkadziesiąt lat. Ale jeszcze pełna energii, zawsze czynna i bardzo pogodna. Mamy nadzieję, że jeszcze długo Pan Bóg da jej sił, by mogła pracować jak dotąd...
U sióstr służebniczek w Villa Paraiso też kolejne zmiany. W nowym składzie... będą tym razem same siostry Boliwijki. Za to siostra "Maniusia", która z początkiem grudnia wróci z urlopu z Polski "wyląduje" w Santa Cruz. No to będę miał blisko... czasem na kawę.
No to przesyłam Wam trochę boliwijskiego słońca na najbliższy tydzień... a nam przydałoby się czasem trochę Waszego chłodu.
Dziękuję Wam za modlitwy i życzliwość!
Pozdrawiam wszystkich...
Tarcisio OFM
|