English  Deutsch  Język polski    
  
Jesteś Licznik osobą.    

O NAS...
   Aktualności
   Archiwum
   Prezentacje misyjne
   Tapety
   Kalendarium 2006
   Powódź w Boliwii
   Wiadomości misyjne
   Ośrodek misyjny
   Galeria
NASZA DZIAŁALNOŚĆ
   Kleryckie Koło Misyjne
   Stowarzyszenie
   Program edukacyjny
   Wystawa misyjna
   Gdzie pracujemy
   Potrzeby misyjne
   Intencje misyjne
   Adresy misjonarzy
   Nuflo de Chavez
   o. Bonifacy Reimann
   Listy misjonarzy
   Projekty misyjne
RÓŻNE
   Dokumenty
   Ważne linki
   Napisz do nas

Zaręczyny i ślub po albańsku.

Lato w Albanii to gorący czas, nie tylko ze względu na temperatury dochodzące czasem do 40 stopni w cieniu, ale przede wszystkim, to gorący czas w kancelarii parafialnej. W miesiącach lipiec - sierpień - wrzesień żenią się liczni emigranci powracający na urlop do swoich domów. Czasu mają niewiele zaledwie dwa, trzy tygodnie, więc jest z tym trochę zachodu. Niektórzy pojawiają się w kancelarii nawet na tydzień przed wyznaczoną datą wesela, tacy najczęściej muszą odejść z "kwitkiem". Emigrantów wyjeżdżających do pracy w Grecji czy we Włoszech lub gdzie indziej jest naprawdę bardzo wielu jak na tak mały kraj, jakim jest Albania. Nie ma prawie rodziny, z której co najmniej dwie lub trzy osoby nie pracowałyby na zachodzie.

Shkodra, największe miasto na północy Albanii, skupiające około 60 tys. katolików i drugie tyle muzułmanów, każdej niedzieli pełna jest zgiełku trąbiących i udekorowanych samochodów towarzyszących młodym parom w drodze z domu pani młodej do domu jej męża, a następnie do kościoła na ślub i w końcu do restauracji na wesele. W Albanii mówi się, że każda dziewczynka rodzi się w cudzym domu i dopiero, kiedy wydaje się za mąż idzie do swojego domu. Wesela zawsze są dwa: najpierw odbywa się wesele w domu pani młodej dzień przed jej wyprowadzeniem tylko dla rodziny i przyjaciół, którzy ją żegnają. Pani młoda jest poważna i zasmucona, ponieważ rozstaje się z najbliższymi, nie wypada się jej cieszyć. Musi pokazać, że miała dobrych rodziców. Dopiero na drugi dzień, na weselu u jej męża powinna okazywać radość i zadowolenie, chociaż jest jej nie do śmiechu, pozostaje jej ufać, że została oddana w dobre ręce. Bo właściwie nie tyle ona sama wychodzi za mąż, co jest wydawana, tak się najczęściej mówi: "wydajemy naszą córkę”" albo też: „"żenimy naszego syna"” i do tego wydawana za kogoś często dużo starszego od siebie. A czasu i okazji na to, by poznać swojego narzeczonego też nie było zbyt wiele.

Zaręczyny to bardzo ważna rzecz, można powiedzieć decydująca, po udanych zaręczynach nie może być żadnej mowy o ich zerwaniu zwłaszcza ze strony narzeczonej, bowiem życie jej ojca lub brata byłoby poważnie zagrożone. Takie zdarzenia miały miejsce jeszcze całkiem nie dawno. Dziewczyna nie ma tu wiele do czynienia. Musi przede wszystkim dbać o swoją reputację. Nigdzie nie powinna wychodzić sama, zwłaszcza wieczorem. Nie powinna spotykać się z chłopakami, by się przypadkiem nie zakochać. Nie może być przecież mowy o zamążpójściu między rówieśnikami, choć wyjątki się zdarzają. Jedyne, co jej pozostaje to modlitwa. Dlatego, dziewczęta dużo się modlą za swoje "szczęście", często dają na mszę św. w takiej właśnie intencji: "za szczęście". W Albanii tego określenia używa się zamiennie w odniesieniu do męża. Najczęściej mówi się: "fati em" - "moje szczęście" tzn.: "mój mąż". Bo, przecież, mąż dla kobiety to jej szczęście, jej przeznaczenie. Zwłaszcza, kiedy dziewcząt jest znacznie więcej niż kandydatów na męża.

Mężczyźni na ogół mogą myśleć o ożenku dopiero w wieku ok. 30 lat, a nawet później. Kiedy będzie już ich na to stać. Dlatego wielu emigruje, najczęściej nielegalnie, w poszukiwaniu pracy i zarobku. Początkowo przyjmują się do pracy na czarno i minie parę lat, zanim dostaną pozwolenie na pobyt i legalną pracę. Wówczas, kiedy już spłacą długi i dorobią się czegoś, tzn.: mają jakieś mieszkanie lub wybudowali już dom w Albanii, mogą myśleć o zaręczynach. Kawalerskie życie na emigracji bardzo męczy, zwłaszcza, kiedy wykonują ciężką fizyczną pracę. Dlatego po zaręczynach bardzo śpieszą się z weselem.

Same zaręczyny to sprawa rodziny: ojca, braci lub wujka, czasami służy radą ktoś ze znajomych lub przyjaciół. Szukają oni odpowiedniej kandydatki: zdrowej, młodej, silnej itp. Najważniejsze żeby była z dobrej rodziny. Do sfinalizowania całej sprawy potrzebny jest tzw. chodzący - "shkuesi", czyli: swat. Jeśli mu się powiedzie, według zwyczaju należą mu się buty. Musi się, bowiem, biedak nachodzić trochę.

Shkuesi udaje się do domu dziewczyny na kawę i przedstawia sprawę rodzinie, opowiada o kandydacie dla ich córki i prosi o odpowiedź w ciągu dwóch tygodni do miesiąca, czy może przyjść na kawę razem z zainteresowanym kawalerem. W tym czasie ojciec i bracia lub, gdy ich brak, wujek chcąc jak najlepiej dla ich córki, dowiadują się wszystkiego o kandydacie. Czy naprawdę jest z dobrej rodziny? Kim są jego ojciec i bracia, czy nie są wplątani w krwawe porachunki? Chodzi o tzw. gjakmarrje - vendettę. Czy uczciwie pracuje, czy nie siedział w więzieniu, czy nie był już żonaty i czy nie ma tu jakiegoś pokrewieństwa, do siódmego pokolenia włącznie itp.? Następnie zdają sprawę o wszystkim ich córce. Ona sama decyduje czy warto zaczynać czy nie? Może jej się nie podobać ze zdjęcia, bo jest za stary, bo brzydki czy może kulawy. Jeśli chce go poznać, shkuesi, który pojawia się od czasu do czasu, otrzymuje odpowiedź pozytywną i przyprowadza na kawę właściwego kandydata. Takich spotkań może być kilka zanim dziewczyna ostatecznie się zdecyduje. Bywa, że rodzice jej w tym pomagają.

W końcu ustalana jest data zaręczyn, to dla narzeczonego duża inwestycja i wielkie święto w obydwu rodzinach. Narzeczony wręcza swojej wybrance tzw. "znak" tzn. sporą ilość drogich podarków: złoty pierścionek, zegarek i inną jeszcze biżuterię, sukienkę, wybraną suknię ślubną i co tylko jest potrzebne na wesele. Później również ojciec i bracia otrzymają odpowiednią ilość pieniędzy. Dlatego czasem żartobliwie o wydanej lub zaręczonej córce mówią, że jest już sprzedana!

W zależności od sytuacji ta procedura może być zmieniana. Czasem zaręczyny odbywają się tylko przez pośrednika, bowiem narzeczony jest na emigracji i nie ma możliwości przyjazdu. Jak tylko ureguluje on swój status, przyjedzie już bezpośrednio na wesele. W takich przypadkach zazwyczaj "młodzi" znali się już wcześniej. Oczywiście nie wszystkie małżeństwa odbywają się w ten sposób. Są tacy, którzy poznali się sami, zakochali i postanowili pobrać. Ale tych jest jeszcze ciągle mało, może 10 do 20%. W związku jednak z olbrzymią migracją ludności z gór do miast, również zwyczaje zmieniają się dość szybko. Pomimo dużej różnicy wieku, średnio ok. 10 lat, czasem ona ma 18 lub zaledwie 16 czy 17 lat, a on już 30 czy nawet 38, nie ma dużej liczby rozwodów, w granicach 10%.

Dla Albańczyków małżeństwo to przede wszystkim obowiązek!

Pashka z Gjuraj w górach Dukagjinu, na północy Albanii, została zaręczona, kiedy miała 8 lat. W szkole dzieci śmiały się z niej: "narzeczona" nie odrobiła dzisiaj lekcji, "narzeczona" nie umie odpowiedzieć… Dzisiaj - mówi do mnie - jej własne dzieci, a ma ich dziewięcioro śmieją się ze mnie, że nawet w dniu wesela nie wiedziała, kto jest jej mężem. Tzn. wydano ją za mąż, gdy miała 16 lat i do ostatniej chwili nie znała swojego narzeczonego, choć mieszkał on po drugiej stronie doliny. Gjeloshi, mimo, że się jąka to najlepszy mąż - mówi Pashka - jakiego mogłabym mieć.

Shkoder - Albania
Br. Włodzimierz Mamala OFM















Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi
Konto bankowe Ośrodka Pomocy Misjom Franciszkańskim Prowincji św. Jadwigi: 06 1090 2239 0000 0005 7603 2774

Ostatnia aktualizacja strony: poniedziałek, 12 maja 2008
© 2006-2007 | Dzieło misyjne braci mniejszych prowincji św. Jadwigi | wykonał: Daniel Kubny - www.alfsoft.net